987 dzień wyprawy
Savannah to jedno z najstarszych i najbardziej urokliwych miast w Stanach Zjednoczonych. Leży w stanie Georgia, tuż przy ujściu rzeki Savannah do Atlantyku, i od wieków łączy w sobie historię kolonialną, dramat wojny secesyjnej i niepowtarzalny, południowy klimat.
Miasto zostało założone w 1733 roku przez generała Jamesa Oglethorpe’a, który przybył tu z grupą osadników z Anglii. Była to pierwsza osada nowej kolonii Georgia – ostatniej z trzynastu brytyjskich kolonii w Ameryce. Oglethorpe zaplanował Savannah z niezwykłą precyzją: stworzył system zielonych placów (squares), które do dziś są sercem miasta i jednym z jego największych skarbów urbanistycznych.
Savannah szybko stała się ważnym portem handlowym. Przez rzekę transportowano bawełnę, drewno i ryż – towary, które stanowiły o bogactwie Południa. W XIX wieku miasto rosło w siłę, ale jego rozwój przerwała wojna secesyjna. W 1864 roku generał William Tecumseh Sherman podczas swojego marszu przez Georgię dotarł do Savannah, lecz w przeciwieństwie do innych miast – nie spalił go. Zamiast tego podarował Savannah prezydentowi Lincolnowi jako „świąteczny prezent”, a dzięki temu większość zabytkowej zabudowy przetrwała.
Po wojnie miasto długo odbudowywało swoją gospodarkę, ale zachowało niezwykły urok – stare dworki, brukowane ulice, drzewa oplecione hiszpańskim mchem. W XX wieku Savannah stała się centrum kultury, sztuki i edukacji, między innymi dzięki Savannah College of Art and Design (SCAD).


Dziś to jedno z najchętniej odwiedzanych miast amerykańskiego Południa. Podobno. Turystów przyciągają nie tylko zabytki, ale też atmosfera – trochę nostalgiczna, trochę tajemnicza, z domieszką magii i legend. Savannah łączy w sobie przeszłość i nowoczesność, pozostając jednym z tych miejsc, które najlepiej oddają duszę południa Stanów Zjednoczonych. Nas przyciągnęła jakaś taka dziwna sława, z kostiumowych filmów obrazujące Południe w poprzednich wiekach, często wówczas, gdy jeszcze pełno było dookoła plantacji na których wręcz kwitło niewolnictwo.

Zimno jak diabli. Przyszedł zimny front więc ubraliśmy sie jak na zimę, bo 12 stopni w Georgii nie zachęca jakoś specjalnie do eksplorowania wielkiego, ale przynajmniej jest słońce. Pełne słońce.


Po południu jedziemy jeszcze na wyspę Tybee. Całkiem ładne miejsce, morze, piasek molo, latarnia morska, fort. Jak wszystko w stanach, bardzo turystyczne i komercyjne, ale chyba zdążyliśmy sie juz troszkę do tego przyzwyczaić.

10.11.2025








