702. Kupujemy kampera w USA

702 dzień wyprawy

Zadecydowaliśmy. Bierzemy Southwind od Salwadorczyka. Jedziemy skoro świt rano. Jemy śniadanie w hotelu i w drogę. Korki straszliwe. Dojeżdżamy, płacimy, podpisujemy umowę. I tu zaczynają się schody. Gość mówi, że wszystko działa tylko na generatorze prądu. Jak to? Pytam i robię złą minę. Przecież światło w kabinie musi się włączać bez generatora prądu.

Po długich rozmowach kiedy próbuje gościowi wytłumaczyć że farmazony opowiada (a cały czas już ma naszą kasę), mówię że musimy anulować naszą umowę.

hotelowe śniadanie
Gnamy… Rano korki straszliwe. Ja zmęczona tymi trzema dniami..

Na szczęście dla niego Krzysiek znajduje problem. AKumulatory, które są pod schodkiem wejściowym są wyładowane do zera. czy tam prawie do zera. Gość przynosi power bank. Uruchamiamy. Faktycznie – zdziwiony kręci głową..

podpisujemy tytuł własności

Mówię że musi spuścic nam cenę, bo akumulatory nie działają. Gość kiwa głową. Krzysiek mói, ze on nie widzi, żeby lodówka na gazie działała. gość kiwa głową. Ja mówię że to ryzykowne. Że musi spuścić z ceny. zarzucam 3 tysiące. Gość kiwa głową. Wyciąga daje. no ok. Może i to ma sens. Jedziemy do agencji, którą nam Salwadorczyk poleca. Tam hiszpańskojęzyczna obsługa załatwia nam zgłoszenie do DNV – amerykańskiego urzedu rejestracji pojazdów. Płacimy podatek plus jeszcze jakąś opłatę 70 USD za obsługę. I już się nie zastanwwiamy za dużo. Wszystko idzie szybko, bardzo szybko. Krzysiek jedzie naszym nowym RV, ja wypożyczonym autem z Meksyku.

Jeszcze podjeżdżamy do Camper World. Kupujemy akumulatory i rurę do spuszczania czarnej i szarej wody (czyli nieczystości)

U pośrednika…
kupujemy akumulatory. Stary jest już stary… za stary… nie działa

prosto już do Playas de Tijuana. Ale nie nie prosto, jeszcze w San Diego wstępuję do sklepu Rosjanek – Continent Delicatessen. No tam to juz naprawdę same delikatesy. Wspaniałe polskie i rosyjskie rzeczy, sery, wędliny serki śmietany, masło, michałki, ptasie mleczko, śledziki… czar… Raj…

Potem już na chwileńkę Walmart, żeby się spotkać w dwa auta i razem jedziemy na granicę. Krzyśka sprawdzają i mnie też. Ale szybko i jesteśmy w domu. WYkońćzeni, zmęczeni ale szczęśliwi… Bardzo.

Przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda… Świat jest piękny. szkoda czekać na niewiadomo co…

Czeka nas czyszczenie sprzątanie przeglądy, naprawy, Nowe wyzwania.

Nowa przygoda….!!!

29.01.2025

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.