852 dzień wyprawy
Meksykanie to osobny świat. Kolorowy, głośny, chaotyczny. Z jednej strony potrafią być serdeczni i pomocni, z drugiej – czasem mam wrażenie, że logika zostaje w domu, a na budowie, ulicach czy sklepach rządzi… improwizacja. I to nie ta dobra, artystyczna – tylko taka, że łapiesz się za głowę, bo nikt nic nie notuje, wszystko „jakoś będzie”, a jak się zawali, to dopiero się zobaczy.
Załatwiamy dwie sprawy, po pierwsze schody które się opóźniły, a poza tym ogarnianie zbiornika z zepsutą pompą. Dużo działań, ale jakoś musimy dać radę.

Po południu już spokój. Krzysiek coś grzebie w kompie, ja się biorę za naukę języków… Wieczorem Iwona z Andrzejem jadą do San Diego na koncert. Doglądamy Alusia, ale już bez „ciągłego” pilnowania. Wszak jesteśmy sąsiadami, można to zrobić już od czasu do czasu…
Od dwóch dni Krzysiek rozpoczął kurację na SIBO. Rozpisany harmonogram leków… Jest grubo, a będzie jeszcze grubiej, bo dietę FODMAD trzeba wdrożyć. Na jakiś czas oczywiście. Ale to jeszcze chwilę, za 8 dni…
28.06.2025
————————————




