31 dzień wyprawy
Jest ogromne podekscytowanie. Wczoraj o 22 wpłynął do portu nasz statek Victoria Highway. Doczekaliśmy się. Po 6 dniach stania na redzie, tuż przed portem Veracruz. Rano zrobiłam niezwykły manewr. Poszłam jak zwykle na Malecon, zobaczyć jak tam statki się bujają w porcie, no nic, nie ma naszego… Ale potem wpadłam na świetny pomysł, by wejść do hotelu Emporio i wjechać na taras widokowy na samą górę. Jak postanowiłam tak zrobiłam. Albo kasa, albo pewność siebie, albo po prostu jesteś biała, więc wolno Ci więcej. Nie wiadomo, bo kasy nie położyłam od razu, a i później dałam niewiele (one dolar). Ale z tarasu na dachu zobaczyłam wreszcie nasz statek, który przywiózł tu Defenderka, a przynajmniej taką mamy nadzieję.



Meksyk bez obaw…
Potem mały posiłek na mercado. Coraz bardziej „zaprzyjaźniamy” się z rodziną prowadzącą bar z owocami morza. Okazują się bardzo przyjaźni. Przez tą znajomość zmienia nam się nieco postrzeganie Meksyku. Ten temat u „białych” ludzi jest mocno kontrowersyjny. Większość uważa Meksyk za kraj bardzo niebezpieczny. I coś w tym jest. Ale… nie należy demonizować. Zachowując wszelkie środki ostrożności powoli oswajamy się z tym krajem. Mamy nadzieję że w czasie podróży nasze odczucia się nie zmienią…


Po koktajlu z krewetek wstępujemy do innego baru na zupę z kurczaka. Rosołem to trudno nazwać, ale nieco go przypomina.

Po południu szybki niedokończony seans „A man called Otto”, zakończony rozpaczliwym mym łkaniem z cyklu „ja nie chcę jeszcze umierać”… Potem wczesno – wieczorny spacer po starym mieście i o 18 dostaliśmy telefon od agenta. Jutro rano idziemy do biura, a potem inspekcja celna!!! Jesu….. jesteśmy podekscytowani bardzo. A ja czuję coś na kształt syndromu Zarate. Przyjdzie za chwilę pora, by ruszyć w drogę… ufff.. A z drugiej strony taka niepewność… jak to będzie..
Jak to jak? Wszystko będzie dobrze.
30.03.2023
————————————



