52 dzień wyprawy
Wczoraj dwie Kanadyjki, które podróżują Vanem poradziły mi żebym poszła koniecznie do La Gloria, czyli kompleksu basenów i wodospadów po drugiej stronie rzeki. Tak więc zrobiłam. Najpierw poszliśmy jeszcze z Krzyśkiem zobaczyć jeszcze raz grotę, z tym niesamowitym wodospadem wewnątrz jej. Potem ponownie wypijamy jedno piwo, bo gorąco po prostu niesamowicie. A później skierowałam się już na mostek, przerzucony pomiędzy brzegami rzeki, zapłaciłam sto peso i zaczęłam zwiedzanie La Glorii.

Po prostu coś niesamowitego. Miejsce jeszcze bardziej odjechane (choć tej turkusowej rzeki nic nie przebije..) ale pełno małych basenów, częściowo naturalnych, wszytko usytuowane na zboczy wysokiej góry, wodospady cały czas zasilają kaskadowo poszczególne baseny. Nie trzeba nic więcej. Raj. Po prostu raj.


Wracam, cała szczęśliwa i spełniona. Mogę spokojnie jutro wyjeżdżać. Krzysiek w tak zwanym międzyczasie doładował akumulatory, umył trochę auto.
Wieczorem jemy zupę jarzynową z paczki. Tak się zasiedzieliśmy w tym Tolantongo, że zapasy się skończyły…
20.04.2023
———————————–



