53. Ruszamy do San Luis Potosi

53 dzień wyprawy

Oczywiście tutuł dzisiejszego wpisu nie będzie super wiążący. To że ruszamy do San Luis Potosi to nie znaczy, że tam dojedziemy. Najpierw musimy się wydostać z Tolontongo. Nie jest to łatwe. Najpierw długo wstajemy, około 3 w nocy obudzili mnie Meksykańcy, którzy blisko zaparkowali obok nas, głośno gadając. Jestem szczególnie wrażliwa na takie odgłosy. Wcześniej stali obok nas NIemcy, ale wczoraj pojechali… Najpierw kawa zatem, potem niewielkie śniadanie, płatki na mleku i ostatnie owoce. Pakowanie trochę nam zajęło bo jak to na kempingu, mielismy wszytko rozłożone: stolik, krzesełka, półka boczna przy Defenderze, hamak. Na bogato…. Po zapakowaniu większości gratów poszliśmy do wody, by ostatni raz nacieszyć się błękitem wody. Potem już tylko pożegnanie z naszymi kanadyjskimi koleżankami i ruszamy w drogę. Ostro wspinamy się do góry, bo Tolantongo leży w głębokiej dolinie. Jemy wczesny lunch (około 12.00) a potem już cały czas drogami niepłatnymi jedziemy w stronę San Luis Potosi.

Gorąco. Temperatura dochodzi w aucie do 42 C. Przynajmniej tyle pokazuje termometr. Dojeżdżamy około 17 do jakiegoś hotelu i już zostajemy na noc. Krzysiek pracuje nad filmami. Upał go zmęczył tak jak i mnie. Ale ja dodatkowo poczułam wielki głód wiec wyszłam i upolowałam pyszną zupę z soczewicy.

Do San Luis Potosi około 160 km. Ale to jutro…

21.04.2023

———————–

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.