76 dzień wyprawy
Wspaniały dzień. Rano budzimy się w miarę wcześnie, jemy śniadanie, pijemy kawę i fruuu do parku Zion. Droga do samego parku wiedzie malowniczą (, przynajmniej od strony wschodniej. Naprawdę widoki są fantastyczne, co chwileczkę się zatrzymujemy żeby zrobić zdjęcie. Jest malowniczo, jest bajecznie. Czasem po prostu nie ma slów, żeby oddać to jak wspaniale wygląda natura, jacy maleńcy i nic nie znaczący jesteśmy z naszym życiem w obliczu cudów natury, jej siły i niezmienności, albo właśnie zmienności, której nie jesteśmy w stanie zauważyć, bo dzieje się to przez setki, tysiące, miliony lat…
Zostawiamy samochód na parkingu i shuttle busem jedziemy do kanionu. Wybieramy dwa łatwe szlaki, jak przystało na turystów samochodowych…pierwszy to Riverside Walk, który jest preludium do The Narrows, który chciałam zobaczyć, ale jest zamkniety z powodu zbyt dużej wody w rzece. Część szlaku wiedzie korytem rzecznym. Drugi łatwy szlak jaki robimy to Weeping Rock Trail, króciutko wspinamy się by zobaczyć widok na kanion.



Potem wyjeżdżamy z Zion i jedziemy tuż obok, na dzikie miejsce, w zasadzie w Kolob Canyons, całkiem niedaleko jakby z drugiej strony Zion. Chcielismy zjechać z szutru, ale ujechaliśmy ze dwie mile i się okazało, że przyszła burza, która owszem szła za nami, ale znaki i tabliczki przy drodze poinformowały, że tylko głupie wjedzie tu w ten szuter, jeśli droga jest mokra, lub jest zima…


A tu burza z piorunami. Co robić? Zatrzymaliśmy się przez chwilę, zjedliśmy mały obiad, patrząc jak tubylec lokalny zjeżdża ślizgając się drogą, którą przed chwilą przyjechaliśmy. Zaskoczyło nas to trochę, ze jest tak ślisko… w każdym razie za godzinę wyszło słońce, droga obeschła i zjechaliśmy spokojnie na bezpieczny camping przy rzece….
14.05.2023



