376 Sobota. Znowu.

376 dzień wyprawy

Dziś magiczny tytuł mi się zrobił, Co chwila bowiem jest sobota, czytaj – czas leci jak oszalały. Nie wiadomo czemu… Dopiero jak się robi codzienne wpisy na blogu i szuka tytułu, to wówczas człowiek widzi jak to jest z tym czasem. Sobota za sobotą, dzień za dniem… Życie pędzi tak szybko że trudno zauważyć kiedy minął cały tydzień…

Rano budzą nas koty. A w zasadzie Fidel. Włazi na wąziuśki parapet na okno od sypialni. Siedzi i czeka aż się odsłoni zasłonki, otworzy okno i wpuści go do środka. Wtedy rozpoczyna żałosne miałki przypominające o tym, że już od wieków nic nie jadł…, miauczenie zrywa nas skutecznie z łóżka.

09.03.2024

—————————————

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.