546. Poniedziałki lubię najbardziej

546 dzień wyprawy

Bezsprzecznie poniedziałki lubię najbardziej. To mój ulubiony dzień ze względu na to, że Playas jest targ. Rynek, Mercado. Dzień targowy.

Odkryłam dziś super pyszne tacos z krewetkami i serem. Po prostu niebo w gębie. Oprócz tego kupuję też dwa kilo czereśni. Trzeba się najeść, bo to już ostatnie chyba w tym sezonie.

Tacos z krewetkami i serem. Pychota

Jak zwykle pełno różnorakich szmat. ubrania ze stołu, tak zwane ropa de mesa po hiszpańsku, są już po 10, 20 peso za sztukę. To takie powszechne tu uliczne stoiska z używaną odzieżą. Pełno wszelakich gratów. dziś moją uwagę przyciągnął projektor filmowy, na taśmę 8 mm.

Od razu przypomniał mi się film 8mm, chyba z Nicolasem Cage’em. No, to było dobre dzieło… Chwilę się nie zastanawiałam czy tego nie kupić. W sumie tylko 150 złotych, trochę więcej 170, bo 40 dolarów. Ale z drugiej strony dosyć ciężkie. Niestety. Jak to nadać na bagaż? 🙂 Ale podobało mi się.

Kurczaki…

Niezmiernie zawsze też dziwi mnie jak sprzedają tu i mięso i drób i ryby czy krewetki. Leży sobie to w tym cieple, upale, gorącu. Pewnie przyjeżdża i w chłodni, ale potem lezy pół dnia w upale. Niebywałe…

Odkryłam dziś, czy też lepiej – potwierdziłam, że jest tu specjalna klinika, wydzielona i przygotowana tylko dla Amiszów, którzy tu przyjeżdżają z Ameryki. Dziś rozmawiałam z jednym, także powiedział, że jego żona ma raka, a tu Meksyku tanie jest ją wyleczyć i szybciej. Amisze mają też swoje mieszkania w kompleksie kliniki do wynajęcia. Ciekawe…

26.08.2024

—————————————

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.