552 dzień wyprawy
Wyruszamy z hotelu Uberem z samego rana. Przyjeżdża po nas Meksykanin, Sergio, który mieszka w Tijuanie. Bardzo wielu tu jest pracujących z Meksyku ludzi. Wydaje się że większość Kalifornii „stoi” na pracownikach zza południowej granicy… Na lotnisku ogarniamy sie w miarę sprawnie. Nadajemy bagaże bezpośrednio do Gdańska. Z San Diego lecimy pięć godzin do Atlanty.
Atlanta to duży hub. Z pięć terminali. Podziemna kolejka dowozi do każdego z nich. Jest moc, jest siła. Wygląda to imponująco. zerkamy długo w Starbucksie na kawę. Ludziom się nie chce, pewnie mało zarabiają i duża rotacja jest. Te przesiadki są jednak słabe. Ostatni raz lecimy z dwoma przesiadkami. Nie ma to sensu. Już lepiej ruszać z Los Angeles jakby coś..


01.10.2024
—————————————-



