714. Jak się bawić na targowisku

714 dzień wyprawy

Hahaha… dziś poniedziałek, czyli targowisko. Od ubiegłego tygodnia, odkąd to Orlando nas opuścił, przejęłam po nim schedę i zostałam parkingową. Kasuje za parking na działce przyległej do budowy. Na owoce wystarczy. I na tacosy. Dziś poszłam o krok dalej. Stare ciuchy wyciągnęłam i wystawiłam na stoliku turystycznym. Pięć godzin wystarczy bo dorobić na tacos i warzywa i owoce, prezent dla Emilki i Agnieszki ze Smolnika od alpak. Ciekawe jak je dostarczę, ale w czerwcu jest nadzieja…że to zrobię.

Pozatym gadam z ludźmi, trenuję słownictwo, nowe słówko na dziś: trawesura…

moje stoisko i moje psy, dzielnie mi asystują…
kiedy opadnie kurz wyborczy gadżety lądują na meksykańskich targowiskach…
Uliczny sprzedawca chleba
A Krzysztof zjadł dziś garść michałków, które mu u Rosjanek w San Diego kupiłam… dwa tygodnie temu, kiedy to z Luisem wracaliśmy do domu…

10.02.2025

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.