42. Odmienne stany rzeczywistości

42 dzień wyprawy

Jest prawie 17.00 czasu meksykańskiego. Siedzę w naszym mieszkaniu i kciuki trzymam. Może się w końcu uda odebrać auto. Nerwowy dzień dziś od rana. Wczesna pobudka, ale raczej wynikająca z tego, że wcześnie się wczoraj położyliśmy. Ja od rana ćwiczenia, aktywność fizyczna jest jak najbardziej wskazana, potem prysznic, pyszny koktajl z awokado, limonek i banana. Potem trochę pracy. Kawa. Znowu trochę pracy. Potem nerwy… Przedłużone święta już minęły, a wiadomości z portu nie ma!

Rano napisaliśmy do agenta. Nic, do tej pory cisza. Wkurzenie sięga znowu zenitu. Ile to może trwać? O 13.30 zadecydowaliśmy, że idziemy na nasz rynek coś zjeść, a potem pójdziemy do agencji, zobaczyć co tam słychać (czytaj: opier….lić ich, że to tak długo trwa). Przychodzimy do agencji i nic. Zamknięte. Nie wierzymy własnym oczom. Potem Krzysiek zaczyna czytać komentarze na ioverlander o tej agencji. Oczywiście większość niepochlebnych. Uspokajam go, że to nie ich wina, że to celnicy tacy parszywi są, że nie ma co się teraz nakręcać. Że wrócimy rano i zobaczymy co robić dalej. Że z rana napisze do IVSS, w końcu to oni nam to zorganizowali, niech zainterweniują.

Akcja jak w westernie…

Ale doskonale wiem, że tak naprawdę może tak być, że agencja niewiele może, że celnicy są w tym kraju bóstwem, do którego trzeba się modlić o łaskę… A tak po prostu bywa, że się ociągają, że są święta, że to tak długo trwa. Może tak być. Że trzeba do nich zadzwonić i zobaczyć, może się czegoś dowiemy..

Zatem odchodzimy od zamkniętych drzwi agencji. Idziemy do pobliskiego OXXO i doładowujemy moją komórkę, bo okazało się że to już 30 dni odkąd jesteśmy w Meksyku i zużył się cały abonament. Nie można nawet zadzwonić… Kiedy już mam załadowaną komórkę dzwonię. Odbiera Claudia, właśnie przyszła do biura (!) zatem wracamy i pytamy co teraz. Ona mówi, że już niedługo kolega wróci z urzędu celnego. Czekamy. W międzyczasie przychodzi zgoda na zwolnienie naszego auta. Oddychamy z ulgą.!

Krzysiek pojechał z agentem do portu. Czekam… Czekam z utęsknieniem na mojego Defenderka. Niech już będzie ze mną… niech już się ta podróż zacznie…… Ale głodna nie będę czekać…

Późnym wieczorem doczekałam się. Organizujemy pilnowanie samochodu. Reszta relacji z akcji odbierania Defa w kolejnym wpisie.

10.04.2023

—————————-