868. Montaż haka do Buicka

868 dzień wyprawy

No i stał się cud. Wreszcie dotarł hak do Buicka, bo już było naprawdę krucho. Rzutem na taśmę mamy hak. gdyby dziś nie dotarł, to pewnie by znalazło się inne rozwiązanie, nie ma co panikować. Rozwiązania znajdują się zawsze. Nie można się poddawać.

Rano Krzysiek znowu walczył z panelami słonecznymi. Zdecydował się w końcu poprowadzić osobne kable. Jutro musi coś tam jeszcze dokończyć…

Nawet nie wiem, bo ja to się pół dnia obijałam , trochę czytałam po angielsku, trochę słuchałam Madeyskiej, trochę napisałam. No jest takie to męczące, bo ciągle się rozpraszam, zamiast po prostu pisać.

Nie ma jak to życie w Luisku..

Na obiad zrobiłam dziś kawałek łososia, potem wieczorem grill. Przyjechała Iwona z hakiem i Alusiem, potem Andrzej dołączył i przywiózł nam Buicka. Nie chcieliśmy przez granicę przejeżdżać dwoma samochodami, także nas w tym wyręczyli nasi znajomi.

Krzysztof się natychmiast wziął za zakładanie haka. Chodzi o to po prostu, że Buick nie ma takiego czegoś, by ten stojak na rowery zawiesić. Także trzeba było to dokupić.

Iwona przywiozła pyszną Aracherę, mięso na grilla. Bardzo pyszne wyszło. Będzie też na jutro. Wygląda na to, że nie chcą nas opuścić i jadą z nami na camping. I dobrze, będzie wesoło.

14.07.2025

—————————————–

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.