906. Wiesia i Daniel z nami

906 dzień wyprawy

Przyjechali! Dojechali. Na szczęście bez większych problemó, ale od początku. rano wstaiśmy szybciutko zrobiłam zupę szybie sprzątanie i przygotowanie wszystkiego i wyjechaliśmy na lotnisko. Nasz kamping jest dobrą godzinę drogi od lotniska w Denver. Trudno też znaleźć miejsce przy terminalu, by przycupnąć. Ale jakoś się udało. Ja poszłam do środka, Krzysztof ” krążył” dookoła. Samolot wylądowa puntualnie w końcu to Lufthansa 🙂 a odprawa przeszła im w miarę gładko. dwa główne pytania – na ile i gdzie będą jechać. I tyle. Denver to stosunkowo małe lotnisko, także nie było w sumie szansy się zgubić, choć chwilę mi zabrało namierzenie „wyjscia” ze strefy międzynarodowych lotów ale pewnie dlatego ze terminal jest w przebudowie.

Przyjechaliśmy na camping, zupka i w sumie już odpoczynek. Wieczorem na kolacje łosoś, Daniel odpadł, bo sen go zmorzył, nie ma się co dziwić 8 godzin jednak różnicy. U nas 18, w Polsce już 2 w nocy…

poranek w parku Boyd, na naszym kampingu. Cudnie…

21.08.2025

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.