923 dzień wyprawy
To był długi dzień. Wstaliśmy skoro świt o szóstej, by zdążyć dojechać do Parku Rocky Mountain. Niestety nie mogliśy kupić wejściówki, bo na Recreation.gov żadna godzina nie była dostępna. A i tak w budkach wjazdowych sprawdzali już o 7 czy mamy bilety do parku.

Do parku do 9 można wjechać bez wejściówki Timed Entry, ale już na drogę Bear Lake tylko do 5 rano bez wejściówek (do 18) czyli w ogóle nas to nie urządza, ale trudno. Na jakąś niezdefiniowaną przyszłość zostanie nam droga Bear Lake. I tyle. Jedziemy przez park, zmierzany na najwyższą przełęcz Alpine visitor center, chyba 3500 mnp. Chcemy tam kawałek wejść pod górkę by zrobić sobie zdjęcie z tabliczą, upamiętniającą i oznaczającą właśie tą wysokość. niestety. Gdy docieramy na paring zaczyna tak lać, że momentalnie mam przemoczone spodnie. Wracamy do auta i w ogóle nie wchodzimy na górę. To właśnie znaczy pogoda w górach. Bardzo, bardzo zmienna. Ale Łukasz w sumie zadowolony, zobaczył i łosie i jelenie w miasteczku Estes Park i wiewiórki. POtem jedziemy do miasteczka Estes i tam łazimy po sklepach z pamiątkami :). Jemy lody, uroczo. Jak w Zakopanem na Krupówkach. ALbo podobnie. POtem wracamy na kamping, gotujemy rosół i jemy jak ludzie obiad z polskim akcentem. Po 16 odwoziy Łukasza na lotnisko. Po drodze wstępujemy do Cabelas, w którym to sklepie mój syn się zakochuje. No to prawda. To piękne miejsce i naprawdę można coś wybrać dla siebie. Wrażenie duże robi znacznych rozmiarów akwarium z dużymi żywymi rybami i jakieś wypchane eksponaty niedźwiedź, łosie, eli, jelenie i tak dalej. Sporo tego. Fajne buty, fajne ciuchy i mnóstwo gadżetów outdoorowych.

Na lotnisko korek, ale jechaliśmy z zapasem czasowym także daliśmy spokojny czas. W miarę. Nienawidzę korków. Od razu tracę cierpliwość. NIepotrzebnie. Płakałam, jak syn wszedł na lotnisko. Niepotrzebnie. Każde z nas jest dorosłe i ma swoje życie. ALe jakos tak smutno. Dobrze, że chociaż na dwa dni przyjechał.
07.09.2025



