1008 dzień wyprawy
Rano skoro świt jedziemy do Quest diagnostics. Oczywiście okazało się, że trzeba mieć aplikację, żeby wyniki odczytać, także to trochę wymaga roboty, wbrew pozorom. Najwiekszy problem polega jednak na tym, że nie mamy amerykańskiego numery. Podajemy nr Iwony, ale niestety rodzi to sporo niedogodności wbrew pozorom. No nic, i tak się nie udało finalnie tych badań pobrać. Po badaniach Krzysie je sałatkę, którą mu przygotowałam w pudełeczku (nie ma to jak dieta pudełkowa). A potem jedziemy do Old Town, czyli miejsca, gdzie jest pełno sklepików w temacie starego zachodu. Stylizacja jest całkiem fajna, ale jednak wszędzie komercja.



A potem już wiadomo, relaks na basenie. W przybasenowej restauracyjce jemy dzi s „obiad”. Krewetki dla mnie a Krzysiek zamówił polędwizki wieprzowe. Co prawda nie były super dobre, ale nie były najgorsze.

01.12.2025



