Dzień sto czterdziesty ósmy 18.02.2019
Rano wstajemy skoro świt, koniecznie chcieliśmy pożegnać się z Mariuszem przed jego wyjazdem motocyklowym do La Plata. Pogoda dziś trochę inna niż w ostatnich dniach, które przyzwyczaiły nas do upałów i słońca, a dziś zbiera się na deszcze. Nad górami otaczającymi Lago Puelo czernieją deszczowe chmury. Krótko po wyjeździe Mariusza zabieramy się za pakowanie, sprzątamy pokój i żegnając się z domem jedziemy do szpitala. Chcemy sprawdzic, czy coś złego nie dzieje się z prawdopodobnie skręconą już od wielu tygodni kostką mojej żony. Po kilku próbach dostania się do specjalisty, osiagam cel w postaci profesjonalnego instruktażu masaży oraz diagnozy, że kostka jest jedynie lekko skręcona, a wewnątrz zbiera się limfa, która powoduje lekką opuchliznę. Kupiliśmy w aptece elastyczny bandaż i jego noszenie ma służyć poprawie sytuacji. We wzmagającym się deszczu udajemy się do naszej nowej kwatery, lekko podekscytowani. Robimy zakupy, aby na powitanie przygotować ..rosół. Blanca ponoć uwielbia zupy, a sama niezbyt często sobie gotuje. Będzie to na pewno dla niej (jak sama twierdzi) miłe urozmaicenie. Blanca ma 62 lata, mieszka sama, w dzielnicy położonej bliżej jeziora, w pięknym drewnianym, rustykalnym domu, z dużą otwartą przestrzenią na parterze. Blacka jest niska, ale bardzo energiczna i z wyraźnym błskiem interligencji w oku, żywo zainteresowana nami, zwyczajami w Polsce. Rosół skraca dystans i pozwala nam zaaklimatyzować się w szybkim tempie na poddaszu, w niewielkim pokoju. Chcąc respektować argentyńskie zasady, udajemy się na siestę. Po południu, ponowne zakupy na tradycyjne już spaghetti, nasze ulubione danie kolacyjne. Kupujemy też doładowanie do Internetu, ale Movistar funkcjonuje tu tak słabo, że aż się chce płakać. Claro podobno w ogóle (dwie sieci argentyńskie..)
Pierwszy raz podczas pobytu w Lago Puelo jedziemy nad jezioro, przypomnieć sobie pamiętane sprzed kilku lat widoki. Jakoś tak wydaje nam się ono nieco mniejsze. Być może sprawia takie wrażenie mniejsza ilość ludzi lub zamknięte molo.
Podjadamy jeżyny, które rosną tutaj w wielu miejsca. Zapowiadają one zbliżającą się nieuchronnie do Patgagonii jesień. Długa wieczorna rozmowa z Blancą mocno obciąża nam umysły językiem hiszpańskim i wykończeni, w okolicach 23.00 (dla Argentyńczyków bardzo wcześnie…) zmykamy spać…




