Przez Atlantyk – trzydziesty pierwszy dzień wyprawy

Stoimy. Stoimy już od wczesnych godzin porannych. Wczoraj cały dzień pracowaliśmy nad filmem z rejsu. Żmudna to praca straszliwie. A dziś stoimy w ujściu Rio de la Plata. Ta rzeka tworzy największe estuarium (lejkowe ujście), stanowi wspólne ujście rzek Parana i Uruguay. Długość to 320 km a szerokość od 80 do 220 km.

Czekamy. Czekamy, aż będziemy mogli wpłynąć do Zarate. To port rzeczny na Rio de la Plata. Dookoła nas kilkanaście statków, które też pewnie czekają, na możliwość wpłynięcia. Głębokość ujścia jest relatywnie mała – od 2 do 8 metrów. Dla takich dużych statków, jakim płyniemy muszą być tory wodne, które umożliwiają bezpieczne wpłyniecie. Za szerokie też nie mogą być, wiec czekamy, bo pewnie miejsca brak. Czekamy na swoją kolejkę.

Plan naszej podróży zakłada właśnie przemieszczenie się rzeką do Zarate, a później powrót do Montevideo. Statek z Montevideo płynie znowu do Dakaru, a później do Europy. I tak w kółko.

„Płyńmy. Płyń żesz płyń. Ameryka czeka. Tak blisko już, a on stoi. O, wiem sprzedamy motory i kupimy se konia. Ja będę tym, tym, no wiesz, a ty będziesz Sancho Pansa mój wierny…” – czyli dziwne pomysły mojego męża.

Pasą mnie jakąś paszą, że utyłem jakoś… – usłyszałam od niego po kolacji. Bo tak naprawdę nasz rytm dnia odmierza czas na posiłki – 7.30 śniadanie, 11.00 lunch, 18.00 kolacja.

Człowiek tak naprawdę nie ma czasu, by wydatkować tą energię, którą gromadzi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.