Po komfortowej nocy poranek zapowiadał się jeszcze lepiej. Chwila walki z zapaleniem motocykla i już możemy wyjeżdżać. Widać różnice, fajnie jest nie czyścić wszystkiego z piasku, nie składać namiotu, tylko ubrać się i wyjechać. Pan na bramie chce nas naciągnąć i wmówić że nie zapłaciliśmy za jedną noc.
Wszystkie wpisy, których autorem jest gsk
Argentyna – dziewięćdziesiąty dzień wyprawy
Rano budzimy się z dziwnym uczuciem miękkości i ciepła. Powoli dochodzi do nas, że to nie w namiocie dziś śpimy, tylko mamy 70 metrów kwadratowych do dyspozycji. Wstajemy, robimy jajeczniczkę na cebulce. Kaweczkę. Zaraz potem niestety proza życia przypomina nam i idziemy naprawiać motocykle.
Argentyna – osiemdziesiąty dziewiąty dzień wyprawy
Dzień zaczął się w nocy. A raczej bardzo wczesnym rankiem. Obudziło nas bębnienie kropel deszczu o namiot. „No ładnie” – pomyśleliśmy sobie. W końcu dopadł nas deszcz. I co teraz? Jak to co, dalej zasnęliśmy i tak znowu godzinkę, półtorej. W końcu o 8.30
Argentyna – osiemdziesiąty ósmy dzień wyprawy
Dziś mogliśmy dłużej pospać. Nigdzie się nie śpieszymy, spokojnie wypoczywamy na campingu. Rano śniadanie, kawusia i inne tego typu przyjemne sprawy. Mamy połączenie z Internetem cały czas, więc korzystamy z tego namiętnie. Po 12.00 jedziemy pooglądać miasto. Wyraźnie widać wpływy niemieckie, szwajcarskie i austriackie.
Argentyna – osiemdziesiąty siódmy dzień wyprawy
Niestety w nocy temperatura poważnie spada. Spada do tego stopnia, że ubieram nad ranem czapkę i zostaję w niej do pełnego spakowania się na motocykle, po czym ubieram kask. W śpiworze jest ciepło, zwłaszcza jak się ma termiczną bieliznę, więc nie ma problemu, ale rano najgorsze jest wyjście z namiotu.
Argentyna – osiemdziesiąty szósty dzień wyprawy
Dziś dzień pełen wrażeń. Pojechaliśmy zobaczyć stary ekspres patagoński. Robi wrażenie. Ciuchcia na parę, w środku grzeje się wielki piec, pełen ognia. Para bucha. Wszystkie wagony drewniane, drewniane ściany, drewniana podłoga, w środku drewniane ławki. O 10.00 pociąg rusza na dwugodzinny tour.
Argentyna – osiemdziesiąty piąty dzień wyprawy
Przyjeżdżamy do Esquel. Idzie nam bardo sprawnie, bardzo Ładne widoki. Krajobraz zdecydowanie się zmienia. Dużo traw. Co nas cieszy, bo już od długiego czasu nie wiedzieliśmy normalnej trawy i pastwisk. Pachnie tą trawą bardzo. Dużo także kwitnących na fioletowo ostów przy drodze.
Argentyna – osiemdziesiąty czwarty dzień wyprawy
Dziś dzień prania brudnych ciuchów i naprawy motoru. Rozdzielamy się na parę godzin, żeby porobić najpilniejsze rzeczy w jak najkrótszym czasie. Obliczamy też jak stoimy z budżetem w stosunku do drogi, którą chcielibyśmy zrobić. Teoretycznie ważne są dla nas wodospady Iquazu, a szkoda tam jechać zbyt szybko, ewentualnie omijając to, co ciekawego jest po drodze.
Argentyna – osiemdziesiąty trzeci dzień wyprawy
Już marzec??? Ależ ten czas leci… my jesteśmy teraz w fazie lekkiego wypoczynku. Pozornie zwolniliśmy tempo, bo dziś przejechaliśmy prawie 400 kilometrów z Perito Moreno do Gob. Costa. Rano coś nam nie szło pakowanie. A to nie było GPS (bo został zwinięty w namiot i wsadzony do pokrowca), a to zgubiła się kominiarka (została w worku na kaski) i tak w kółko.
Argentyna – osiemdziesiąty drugi dzień wyprawy
Rankiem budzi nas spokój. Wiatr ucichł, jest w miarę spokojne. Rześko. Jakieś paręnaście minut po przebudzeniu czekamy na słońce, aż się wychyli zza skał. I już jest cieplej. Ale nie na tyle, by zrezygnować z małego ogniska.W miejscu gdzie rozbiliśmy namiot jest trochę drzewa, jakaś stara paleta, więc korzystamy z tego i za chwilę już grzejemy się przy ognisku.