Piękny i wyczerpujący dzień dzisiaj. Rano nastawiliśmy budzik na 7.00 pierwszy raz od długiego czasu. Bo generalnie wstajemy zwykle bez zegarka miedzy 8-9. Dziś jednak plan dnia zakładał wiele punktów, w tym przekroczenie granicy miedzy Argentyną a Chile. Postanowiliśmy więc wyjechać wcześniej.
Wszystkie wpisy, których autorem jest gsk
Argentyna – setny dzień wyprawy
Dopiero późnym popołudniem spostrzegliśmy, że dziś setny dzień podróży. A od rana zadecydowaliśmy, że dziś nic, ale to nic nie robimy. Co oczywiście nie jest prawdą. Pierzemy znowu pełno ciuchów, korzystając z tego, że jest piękna pogoda. Dodatkowo wysyłamy na tutejsze allegro, które się nazywa Mercadolibre, ogłoszenia dotyczące sprzedaży motocykli.
Argentyna – dziewięćdziesiąty dziewiąty dzień wyprawy
Dziś dzień prania i pobieżnego zwiedzania Mendozy. Najpierw rano zjedliśmy śniadanie. Nasze śniadanie nie są zbyt urozmaicone. Albo płatki kukurydziane z mlekiem, albo ryż na mleku, albo jajecznica. To tyle co nam do głowy przychodzi w warunkach kampingowych. Dziś kolej na jajecznicę z cebulką,rozkoszujemy się więc śniadaniem i po wcześniejszym upraniu kurtki motocyklowej ruszamy do miasta.
Argentyna – dziewięćdziesiąty ósmy dzień wyprawy
Dziś dzień wytężonej pracy z samego rana. Pierzemy część naszej motocyklowej odzieży. Dziś na pierwszy ogień poszły spodnie. Wszystko jest tak brudne, że już po prostu nie możemy tak jeździć. To chyba nawet szkodliwe dla zdrowia!
Zdecydowaliśmy dziś jechać do bodegi, pooglądać „na żywo”, jak wygląda produkcja wina, a przy okazji coś podegustować.
Argentyna – dziewięćdziesiąty siódmy dzień wyprawy
To jeden z tych dni, który się przyjemnie zaczął i ciągle nie wiadomo jak się skończy. Po raz pierwszy poczułam dziś niezwykłe uczucie. Że coś w tym jest, że wsiadasz na motocykl i mkniesz do przodu, czując zapach łąk i pól, drzew, czując wolność i niezależność.
Argentyna – dziewięćdziesiąty szósty dzień wyprawy
Ranek nie był taki chłodny jak wczoraj. Jajecznica na cebulce to nasze dosyć standardowe śniadanko, w towarzystwie wyłaniającego się słońca. Postanowiliśmy po śniadaniu, że jednak jedziemy dalej, w kierunku Mendozy. Przy wyjeździe z Malarque tankujemy wszystkie dodatkowe zbiorniki, bo otrzymaliśmy informacje, że może być problem z następnym tankowaniem.
Argentyna – dziewięćdziesiąty piąty dzień wyprawy
Dziś dzień roboczy. Po pierwsze naprawiamy motocykl. Znowu. O drugie pierzemy (oczywiście nastąpił ścisły podział zajęć), po trzecie myjemy się gruntownie. Dzień upływa nam na różnych ciekawych zajęciach zatem, po południu całkiem dobre lody w miejscowej cukierni a także zakupy.
Kupujemy dziś chivo.
Argentyna – dziewięćdziesiąty czwarty dzień wyprawy
Ledwo skończyliśmy wczoraj zmywać naczynia po naszym posiłku, a z nieba zaczeły kapać kropeli deszczu. Była to dopiero zapowiedź tego, co ma się rozpocząć. Po kilku chwilach zza wzrógrza błysnęło i deszcz przybrał na sile. Kolejne cztery godziny grzmiało i błyskało, a deszczu było tyle, że można mówić o istnej nawałnicy.
Argentyna – dziewięćdziesiąty trzeci dzień wyprawy
Dziś dzień długi, wyczerpujący i pełen wrażeń. A tak naprawdę wszystko zaczęło się od tych Kanadyjczyków, których spotkaliśmy na campingu. Jest to para zapalonych motocyklistów podróżników. Trzeba było widzieć ogniki w oczach Kanadyjczyka, kiedy mówił o tej wolności, jaką daje podróżowanie, zwłaszcza podróżowanie motocyklem.
Argentyna – dziewięćdziesiąty drugi dzień wyprawy
Argentyna jest ogromna. Kupując mapę, na jednej stronie mamy jedną połowę, mniej więcej od Mar del Plata w dół, aż do Ushuaia, a na drugiej stronie (na rewersie). Byliśmy już na samym dole, w Ushuaia, a teraz jedziemy do góry, na północ, dziś przekroczyliśmy granicę stron mapy.