Jeszcze tylko kilka elementów karoserii zostało nam do zrobienia, aby pojazd powrócił do dawnego wyglądu… Nie, oczywiście że nie do dawnego, bo świadomość, że nic już nie zżera go od spodu jest podstawą do dalszego działania. Niestety wielu etapów tych prac nie dało się uwiecznić na zdjęciach. Dziesiątek godzin szlifowania powierzchni metalowych. Wydmuchiwania i czyszczenia profili zamkniętych ramy. Wycinania i wspawywania nowych elementów. Potem odtłuszczania i malowania „specjalnymi” 🙂 preparatami podwozia i rozkręconych wzmocnień podłogi. Część jednak została uchwycona w kadrze:





Jeszcze tylko czyszczenie i konserwacja wyjętego zbiornika paliwa. Niestety podczas wyjmowania go pękł mi kruciec z plastiku doprowadzający paliwo. Nie było innego wyjścia jak kupić cały pływak ze smokiem. Może to i dobrze, bo stary był już też w opłakanym stanie.

Wykorzystuję urlop i składamy kolejne blaszki, podkładki, śrubki i inne ustrojstwa, aby każdego dnia być bliżej finiszu prac blacharskich i „zamknąć” niejako całość nadwozia.


Jeszcze tylko malowanie wnętrza skrzynki pod siedzeniami i parę innych „drobiazgów”, aby móc spokojnie trzasnąć drzwiami, bez obawy, że odpadną…


Po jakimś czasie przenieśliśmy się z pracami na przód pojazdu (ponownie 😉 ), nie zapominając o regeneracji i wymianie alternatora i rozrusznika.






