Kolumbia – Dzień 687

Wolność, wolność… Niby nic szczególnego, jednak bardzo ważna i niezauważalna rzecz. Dopóki się ją ma ;). Dziś postanowiliśmy nieco nagiąć przepisy obowiązujące w Kolumbii i „uciekliśmy” dalej niż zwykle od naszego domu. Nie żeby ucieczka była jakaś dramatyczna. Ale jednak pojechaliśmy jakieś 10 km w linii prostej na południe od Rodadero, czyli dzielnicy w której mieszkamy.

Cała akcja była trochę spontaniczna, bo po pierwszej w tym tygodniu wizycie w gabinecie fizjoterapii i spędzeniu tam oddzielnie godziny, postanowiliśmy się przewietrzyć. No i sprawdzić jedno miejsce, o którym mówił nam Alvaro, nasz agent od mieszkania. Podobno miała być tam piękna plaża. Niestety droga kończyła się tam na prywatnej bramie i parkingu. Nie chcieliśmy zostawiać auta bez nadzoru, więc zawróciliśmy i pojechaliśmy jeszcze dalej. Do miejsca gdzie spaliśmy na dziko chyba w lutym, jak pierwszy raz dojechaliśmy do Santa Marta.

Dookoła było pusto, nie licząc kilkunastu rybaków wyciągających sieci z wod z brzegu. Pochodziliśmy chwilę po plaży. Niektórzy nawet zamoczyli nogi w wodzie 😉

W drodze powrotnej kupiliśmy na straganie przy drodze arbuza. Mam nadzieję, że ten będzie słodki. Bo poprzedni z supermarketu był słaby.

Dzień sześćset osiemdziesiąty siódmy– 10.08.2020

——————————

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.