1122. Memphis

1122 dzień podróży

Noc była po prostu okrutna. Staiśmy blisko autostrady, w zasadzie na rogatkach Memphis. Niewyspałam się, zmęczona jestem wszystko słabo. Ale słońce wyszło piękne, kiedy na moście w Memphis mijaliśmy granicę stanów pomiędzy Arkansas a Tennessee.

Wjechaliśmy do stolicy muzycznej. To tutaj Elvis Presley ma swój dom Graceland. Oczywiście tam nie dojechalismy, bo to jakoś tam dalej, a my gnamy i gnamy. Ale za to wyszliśmy na miasto, poszliśmy zobaczyć ulicę Beale Street.

To miejsce uznawane za oficjalny dom bluesa, gdzie historia muzyki miesza się z zapachem grillowanych żeberek i dźwiękami dochodzącymi z każdego klubu.

Spacerując po Beale Street, mija się legendarne lokale, takie jak BB King’s Blues Club, gdzie muzyka na żywo gra niemal przez całą dobę. Ulica ta ma niezwykły status prawny – jako jedna z niewielu w Stanach Zjednoczonych pozwala na legalne spożywanie alkoholu na zewnątrz, co sprawia, że wieczorami zamienia się w wielki, kolorowy deptak wypełniony ludźmi z całego świata.

Warto zwrócić uwagę na mosiężne nuty wmurowane w chodnik, które upamiętniają największe legendy muzyki związane z miastem. Niedaleko znajduje się również studio Sun Studio, gdzie swoje pierwsze kroki stawiali tacy artyści jak Elvis Presley czy Johnny Cash. Choć miasto ma wiele twarzy, to właśnie na Beale Street najlepiej czuć duszę Memphis, jego energię i niepokorny charakter.

Podobno jednak być tam najlepiej wieczorem, podobnie jak na Bourbon Street w Nowym Orleanie. Ale cóż. Nie było nam dane…

Wieczorem dojeżdżamy za Neshville, a nawet 20 mil dalej, do Lebanon. Tu śpimy na Cracer Barrel. Przewidujemy jeszcze jeden kamping. Wyczyścić zbiorniki i trochę odpocząć. Może będzie nam dane. Nie wiem. Może odpoczniemy w HIszpanii, po wysyłce aut.. zobaczymy. Na razie gonitwa straszna. A jeszcze przymierzamy sie do małego projektu na listopad i bardzo byśmy chcieli, by to wyszło. ALe o tym kiedy indziej….

25.06.2026

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.