155. dzień wyprawy
Ranek cieplejszy niż wczoraj. Poranne chmury pozwoliły nam pospać dlużej, a słońce nie oslepiało tak bardzo. Inna sprawa, że mamy totalnie ubłocone auto, więc skutecznie odgradza nas trochę o promieni słonecznych. Przy przeglądzie samochodu znajdujemy luźno leżącą śrubę na obudowie sprzęgła. Okauje się, że albo się odkręciła, albo nie była dokręcona po naprawie. Ogarniamy sprawę, na szczęśnie to ic wielkiego. Ruszamy dalej tradycyjnie po porannej kawie. Dziś mamy w planie około 300 km do pokonania, w stronę Fairbanks. Umówiliśmy się tam z Nataszą Caban, która motocyklem przemierza świat. Tak to już jest, ,że ostatnio spotykamy same dziewczyny podróżniczki…
Na naszej drodze staje dziś niedźwiedź. Centralnie na środku.
Pod koniec drogi dolewamy paliwo z naszych żelaznych zapasów leżących w bańkach na dachu. W Deadhorse zatankowaliśmy koszmarnie drogie paliwo 6,89 USD za galon. I tak lepiej niż w coldfoot, bo tam po 7,4 USD za galon.

Dookoła Fairbanks gęste lasy, latem więc tak jak w każdym takim miejscu, także w Kanadzie, możliwy jest pożar. Tak też jest i tutaj. Od paru dni dostawaliśmy alerty pogodowe, że są miejsca gdzie jest pożar. Najczęściej nie jest on duży, ale jednak istnieje ryzyko, ze może się rozprzestrzenić. Wjeżdżając do Fairbanks też zauważamy spore kłęby dymu na horyzoncie. Płonie las. Wygląda to na parę akrów pożarów, ale fakt, trzeba uważać. Około 15 dojeżdżamy do Fairbanks.
Spotykamy się wreszcie z Nataszą Caban, która dojechała na Alaskę w swojej podróży dookoła świata na motocyklu. To historyczny dla mnie moment, bo spotkałam tą dziewczynę wieki temu, kiedy skończyła swój samtny rejs dookoła świata i opowiadała o tym na spotkaniach podróżniczych w Gdyni. A dziś… dziesięć lat później spotykamy się na Alasce. Świat jest doprawdy niezwykły, życie wiedzie nas róznymi ścieżkami i wszystko jest piekne i niesamowite.

Jedziemy też na myjnię, bo nasz samochód ostro dostał w kość po Dalton Highway. Jest caluśki w błocie, ale przypominającym taką powłokę raptora, jakby cementu błotnego. To wszystko przez to, że polewają na Dalton Highway drogę jakis specjalnym płynem, który lekko utwardza cały ten żwir.
No nic. Godzina mycia i szorowania auta, szczegónie podwozia pozwoliła lekko odzyskać mu dawny blask! Jedziemy ejscze na chwilę nad rzekę Chena do parku, gdzie wycieramy do sucha i pucujemy różne miejsca, trzepiemy solidnie dywaniki, lekko je obmywamy.

Wracamy do Nataszy, gadamy, spędzamy razem czas. Kupiliśmy lody i dziewczynę trochę ratujemy curem. Nie ma to jak cukier. A jeszcze zimny to już marzenie. POgoda piękna, ciepło, jest 22 a słońce ciągle dosyć wysoko nad horyzontem. Jest niesamwicie. Podróże i takie podróżnicze spotkania składaniają do przemysleń, refleksji, podsumowań. W naszym przypadku ukończenie dalton Highway naprawdę dało nam solidnego kopa, zwłaszcza że przeciwnosci losu było co niemiara…

zasypiamy tradycyjnie na Walmarcie. kochamy to miejsce :)))) Taki żarcik… Ale przynajmniej bezpiecznie..
01.08.2023



