225 dzień wyprawy
Noc niby chłodna, ale już rano, jak tylko wyszło sońce zrobiło się naprawdę ładnie, ciepło i przyjemnie. Ruszyliśmy na objazd (niewielki) parku. Wjechaliśmy od drogi 120, gdzie tuż za granicą parku spaliśmy w lesie, potem przejechaliśmy do Yosemite Valley i to co nas zaskoczyło potężnie to rzesze ludzi, jakie były w parku. Mnóstwo odwiedzających ludzi otaczały nas z wielu stron, a nie zapominajmy, że jest wtorek. Jak to możliwe , że tyle ludzi, tyle samochodów. Po dotarciu na koniec drogi Yosemite Valley odkrywamy, że na kampingu są roje małych namiotów. Jeden obok drugiego, a dookoła kręcą się ludzie z charakterystycznymi pasami, przypięte do nich różne obręcze, karabińczyki. To wspinacze. Wspinają się tu miedzy innymi na widowiskową górę El General, ale też na wszystkie inne granitowe góry, które są dookoła dolinie.





Te tłumy w parku trochę nas zirytowały, bo naprawdę nie spodziewaliśmy się aż takich tłumów. Dodatkowo, ponieważ już prawie połowa października, w parku rozpoczęły się prace konserwacyjno, remontowo, porządkowe. Większość małych parkingów i miejsc rekreacyjnych ze stolikami do skorzystania w ramach posiłku była zamknięta, toalety odległe, albo pozamykane. Ogólnie trochę słabo.



Finalnie gdzieś na zboczu góry już na Wawona Road zatrzymaliśmy się na tak zwany obiad. Czemu tak zwany? Ano bo nic ciekawego nie ma, otworzyliśmy jakieś puszki z zupami. Mi przypadła w udziale wielopoduktowa (bo jak inaczej nazwać mieszaninę groszku, kukurydzy, makaronu w literki i czerwonego sosu), a Krzysiek dostał pomidorową z makaronem. Wszystko, jedno i drugie po prostu pasza, która wcale nie była dobra, ba… była niedobra, ale wyjścia nie było trzeba było coś zjeść. Zresztą Krzysiek i tak połowę swoją wyrzucił.. Także w pewnym sensie posileni ruszyliśmy w stronę Fresno. Niestety jutro sporo kilometrów przed nami, bowiem w planie jest Park Sekwoi. Zobaczymy co z tego wyniknie…

10.10.2023
———————————



