333 dzień wyprawy
Dzisiaj dzień bardzo intensywny. Poranek był uroczy, mamy okna pokoju na wschód, także słońce powitało nas blaskiem, nieco po siódmej. Wstaliśmy i po porannej kawie ruszyliśmy w kierunku północnym, na zachodni brzeg wyspy. Spokojnie przejechaliśmy przez Hilo i później zatrzymaliśmy się przy botanicznym ogrodzie. Zeszliśmy w stronę plaży. Poszarpane wybrzeże jest tu wyraźnie widoczne. Zieleń i kwiaty oszołomiły nas. było koncertowo.





Później pojechaliśmy do słynnego na wyspie wodospadu Akaka. Co prawda wydawało nam się że 15 USD plus po 5 USD za osobę to trochę zbyt dużo jak za tą atrakcję, ale finalnie weszliśmy zobaczyć. A ponieważ tak zadecydowaliśmy, wobec tego niczego nie żałujemy. Wodospad w zasadzie robi wrażenie, co prawda wiele wodospadów za nami, a ten niestety jest odległy. W sensie, że nie widać go tak wyraźnie, tak z bliska jak byśmy chcieli… Nie zmienia to faktu, że to piękne miejsce.

Później pojechaliśmy do urokliwego miasteczka Honokaa. Niesamowicie urokliwe miejsce. Wzdłuż głównej ulicy znajduje się zabytkowy Teatr Ludowy Honokaʻa wraz z kilkoma lokalnymi butikami, sklepem z antykami, sklepami z pamiątkami i restauracjami. W tym miasteczku próbuję po raz pierwszy Poke, czyli pokrojoną w kostkę surową rybę, z sosem, sosem sojowym, cytryną i zieloną cebulką. Pyszne.


Jedziemy jeszcze w tym miasteczku do Delikatesów :). Krzysiek kupuje sobie gotowe danie, mięsko z ryżem, a dla mnie jeszcze wybiera sałatkę. Zjadam ją kilkanaście kilometrów dalej, na punkcie widokowym Vaipi’o Valley. To niesamowita dolina wcięta swoją zielonością pomiędzy klify. Wyjątkowe miejsce. Niegdyś dolina Waipi’o była domem starych hawajskich królów i niegdyś była gęsto zaludniona. Teraz jednak dolina to głównie dzika przyroda przeplatana polami [tarokolokazja jadalna] (taki daleki kuzyn ziemniaka).

Z tego miejsca jedziemy jeszcze raz do najwyższego wulkanu Mauna Kea. To nasze drugie podejście, ale tym razem jesteśmy mądrzejsi, bowiem sprawdzamy na stronie parku, czy droga wjazdowa na górę jest otwarta, a nie jedziemy w ciemno jak wczoraj… http://mkwc.ifa.hawaii.edu/current/

To był strzał w dziesiątkę. Niesamowite miejsce. Widzieliśmy już wiele plaż, wodospadów gór, ale to miejsce, czyli Mauna Kea jest po prostu niezwykłe. W połowie drogi, 6 mil od skrętu z głównej drogi wjeżdżamy do Visitor Center. Tutaj panowie rangerzy informują nas, że musimy 30 minut zaczekać, aby się zaaklimatyzować. Tak też czynimy. Aby wjechać na górę trzeba mieć auto 4×4 i przynajmniej pół baku paliwa.
Od tego punktu droga jest już szutrowa, trzeba jechać bardzo powoli, bo jest stromo, a żużlowe kamyczki uciekają spod kół . Wjeżdżamy na 4 200 m n.p.m
Na górze znajdują się teleskopy. Ogromne budynki z kopułami, które służą do obserwowania nieba.
Jesteśmy ponad chmurami. Widać je w dole, bardzo wyraźnie. Niesamowite to jest, kiedy jesteś nad chmurami, i to nie w samolocie, a w aucie.
Wiatr ogromny. Mamy dużo szczęścia bo już po 16 zamykają drogę na górę.
Na górze boli głowa. To wysokość. ciśnienie szumi w uszach. W miarę sprawnie robimy parę zdjęć i podziwiamy widoki. Potem zjeżdżamy na dół. Dojeżdżamy do Hilo, robimy małe zakupy w Walmarcie i zaczynamy się zastanawiać, czy wstawać jutro wcześnie rano, by przed 6:30 wjechać do parku wulkanów. Zapomnieliśmy naszej karty wstępu do parków narodowych USA. Nie pomyśleliśmy, że tu będzie potrzebna… Także albo wjedziemy wcześnie rano przed otwarciem (jest taka możliwość) albo raczej się wyśpimy i zapłacimy za wstęp… pomyślimy…
Zmęczeni lądujemy w naszym arb&b, jemy kolację i padamy ze zmęczenia…
26.01.2024
————————————–


