963 dzień wyprawy
Wczoraj natalia z Miłoszem pojechali w nocy na trzydniowy trekking w Apallachy. My za to dziś na cały dzień jedziemy do Waszyngtonu. Bierzemy Buicka, rowery i w drogę. Około 1,5 godziny zajmuje nam dojazd. Jest fantastyczna pogoda, słonecznie, ale zimno.. Zaczynam dzień w kurtce i w czapce, ale potem powoli się rozbieram.
Za dużo to my nie zwiedzamy w sumie, choć przejeżdżamy taką oś monumentów i widok na Kapitol, zbaczamy też by zobaczyć Biały dom Gdzie spotykamy dwóch „dziennikarzy” z telewizji Republikaktórzy robią „relacje” nagrywając coś komórką na statywie. Podnoszą ciśnienie, choć staram sie jakoś to zwalczyć.
Trochę czujemy, że Waszyngton jest inny, trudny, dziwny. Bardziej elegancki i dystyngowany.. Mało knajpek, w sumie nie znajdujemy nic, gdzie moglibyśmy na szybko coś zjeść, albo wypić kawę. Może nie jesteśmy w dobrym rejonie tego miasta. Po 6 godzinach jazdy jedziemy, bo mieliśmy tylko tyle czasu na parking (max 6 h). Ale z drugiej strony czujemy, że w zupełnosci wystarczy.














W drodze powrotnej zatrzymujemy się w Polka Deli w Colesville. Polskie delikatesy. Musze wysłać paczkę do Ani Szabowskiej, która sobie zarzyczyła dla córki kubek Stanleya. KOrzystamy z Poloneza. Bądźmy dobrej myśli, ze dojdzie. Jemy tam pierogi, kupujemy śledziki, kiełbasę.. Jest wspaniale.



17.10.2025



