Argentyna – sto sześćdziesiąty dziewiąty dzień wyprawy

SONY DSC

Cały dzień dziś trwają intensywne prace nad zestawami napędowymi w obu motocyklach. Wczoraj zakupiliśmy to co niezbędne, by dziś wymieniać. Ceny części zamiennych w Argentynie, są średnio o połowę wyższe, a niektóre nawet dwukrotnie. Od rana trwała ciężka praca. No prawie od rana, bo najpierw wyspaliśmy się. Potem porozmawialiśmy sobie przy argentyńskim śniadaniu z Lilianą i Alejandrem.

SONY DSC

Potem już można było zabrać się za wymianę części. Miałem szczęście że warsztat i narzędzia nasz gospodarz ma dobrze wyposażony. Na pierwszy ogień poszły tylne zębatki. Po zdjęciu kół i odkręceniu starych zębatek przykręciłem nowe. Wszystkie śruby zostały zabezpieczone przed odkręceniem specjalnym klejem do gwintów zabranym jeszcze z Polski. Różnica w wyglądzie zębów była kolosalna!

Następnie przyszedł czas na przednie zębatki. Tu było trochę mniej roboty. Wystarczyło zdjąć specjalne zabezpieczenia i zamienić zębatkę na nową. Z łańcuchami jednak wyszedł mały kłopot. Okazało się, że są o 8 oczek za długie. Musiały pojechać do warsztatu, gdzie skrócono je o ta długość. Niestety w sklepie nie było krótszych łańcuchów tego rodzaju, aby je zamienić. Na sam koniec przyszła kolej na opony. Z nimi jednak pojechaliśmy do wulkanizacji i tam zmienili.

SONY DSC

W miedzyczasie zjedliśmy pyszne milanesy przygotowane przez Lilianę. Milanesa to rodzaj kotleta, najczęściej z wołowiny, z części zwanej nalga ( w Polsce mówimy, że jest to zrazowa dolna z udźca). Mięso pokrojone jest w 2-3 cm plastry. Najpierw przygotowujemy panierkę – jajka mieszany z drobno posiekaną pietruszką zieloną, w dużej ilości, do tego sól, pieprz, paprykę ostrą (w Argentynie dodaje się aji picante molido – różni się tym, że jest to grubo mielona papryka, nie drobniutko). Mieszamy, obmaczamy w tym plastry mięsa, później obtaczamy w bułce tartej i wrzucamy na gorący tłuszcz. Na dużą ilość gorącego tłuszczu, tak jak do pączków lub frytek . Kotlety muszą być całe zanurzone w tłuszczu. Smażymy dosłownie chwilę z każdej strony, do momentu zbrązowienia (lub zezłocenia, jak kto woli) panierki. Nie wiem jak to się stało, ale te milanesy były po prostu przepyszne. Do tego sałatka z pomidorów i sałaty zielonej, pokropione rosnącą w przydomowym ogródku cytryną. Jak uwielbiamy ten klimat w Argentynie…

SONY DSC

Tak oto na pracach warsztatowych i jedzeniu zleciał nam prawie cały dzień. Wieczorem jeszcze oglądaliśmy dużo zdjęć z podróży motocyklowych Alejandro po Argentynie. Dostaliśmy sporo cennych wskazówek dotyczących dalszej drogi do wodospadów Iguazu.

Napisz do nas
Facebook
YouTube