Kolumbia – Dzień 776

No to wyjeżdżamy z Santa Marta. Dziwnie to brzmi, bo wiemy, że wyjeżdżamy już na dłużej, a nawet bardzo długo… co dowodzi niezbicie, że wielka jest w nas ochota by tu wrócić. To całkiem dobry klimat dla nas. Może i jest za ciepło, może i duszno, może i klimat tropikalny nie sprzyja myśleniu i pracy, ale jest za to niezwykle wakacyjnie cały czas i otacza nas wszechogarniająca błogość i uczuci wakacyjnego nastroju…

Nie wiadomo co robić, bo jakiś dziwny smutek wzbiera. Jechać? Nie jechac?

Jednak przed samym wyjazdem idziemy jeszcze ostatni raz na basen na godzinkę około 10. Potem zwozimy na parking ostatnie przygotowane rzeczy do auta. Oddajemy Alvarowi klucze i ruszamy we wzmagającym się upale na wschód.

Znamy już drogę i mija ona dosyć sprawnie. Po drodze tankujemy jeszcze trochę paliwa, ale nie za dużo bo nie możemy mieć pełnego zbiornika przy załadunku do kontenera.

Rezygnujemy ze zjedzenia po drodze obiadu i około 17 meldujemy się u Leonarda w mieszkaniu w którym byliśmy poprzednio. Okazuje się, że mieszka tam w pokoju jednoosobowym dziewczyna z Meksyku, która przyjechała na kilka dni zwiedzać Kolumbię. Przenosimy większość bagaży do swojego pokoju i rozgaszczamy się powoli…

Dzień siedemset siedemdziesiąty szósty – 07.11.2020

———————–