Argentyna – sto dziewięćdziesiąty pierwszy dzień wyprawy

SONY DSC

Dzisiaj zaplanowaliśmy wyjazd z Posadas. Zatrzymaliśmy się w tym miejscu na bardzo długo, aż to do nas nie podobne. Dziś jednak postanowiliśmy za wszelką cenę wyjechać, bo zasiedzieć się w jednym miejscu wcale nie jest dobrze. Spakowaliśmy wszystkie nasze toboły i żegnani przez Ojców: Jarka i Mariana w siąpiącym nieco deszczu wyjechaliśmy z miasta. Nie był to najlepszy może pomysł, ale jak się okazało później wszystko się dobrze skończyło. Przez pierwsze 50 kilometrów nie mogliśmy się pozbyć deszczu, czy raczej deszczyku.

Posadas leży w takiej jakby dolince i w dodatku nad rzeką, więc zbierają się nad nim wszelkie chmury. Kłębią się, popaduje z nich, a w ogóle się nie rozchodzą. My gnaliśmy na południe, wiedząc, że za chwilę już pokaże nam się błękitne niego, którego przedsmak mieliśmy na horyzoncie. Nie pomyliliśmy się. Pomimo, że jeszcze ponad 100 km musieliśmy jechać do słońca, w końcu je zobaczyliśmy. Piękne słońce i błękitne niebo. Ale nie ma tak dobrze. Zima w Argentynie zbliża się wielkimi krokami, więc temperatura nie przekraczała 13 stopni. Lekki chłodek nas otulał, gdy tak jechaliśmy spokojne 120 km/h. Pomimo, że mieliśmy poubierane wszystkie warstwy ocieplające w kurtkach i pomimo bielizny termicznej, odczuwaliśmy leciutki dyskomfort związany z temperaturą. Daliśmy jednak radę i wykorzystaliśmy piękną pogodę, przejeżdżając prawie 500 km.

Mniej więcej w Santo Tome zmieniła się ziemia. Do tej pory była to czerwona, po prostu czerwona gleba, tak charakterystyczna dla Misiones (tak zwana tierra colorada). Od Santo Tome ziemia zrobiła się już brązowa, najpierw lekko, później już całkiem zjaśniała. To takie ciekawe dla tego regionu, a dla nas szczególnie. W Posadas dzięki temu że tak popadywało, na ulicach było bardzo mokro i przejeżdżające przez miasto autobusy i ciężarówki unosiły kropelki czerwonego błota na wysokość 30 cm. Dzięki temu nasze buty i spodnie (do wysokości kolan) utytłane były w czerwonej ziemi.

z Sarą Funk w Chajari

z Sarą Funk w Chajari

Dojechaliśmy do Chajari. Spenetrowaliśmy już po ciemku miasteczko i znaleźliśmy nieco drogi hotel, w którym się zatrzymaliśmy. Zakupy, kolacja (robiliśmy pyszne empanadas z serem, korzystając z obecności piekarnika w naszym apartamencie).

Napisz do nas
Facebook
YouTube