Urugwaj – dwusetny czwarty dzień wyprawy

moja własna, osobista mate...

moja własna, osobista mate...

Dziś zaczęliśmy się wreszcie pakować, bo trochę się zasiedzieliśmy w Mercedes. Wiem, wiem, czekamy na statek, wypoczywamy, ale jednak 10 dni w jednym miejscu to trochę długo, zwłaszcza że korzystamy z gościnności Eleny i Horacia. Dzisiaj Elena wymyśliła, że załatwi nam nocleg u swoich znajomych w Montevideo. Trochę mieliśmy problemu z couchsurfingiem, z którego początkowo chcieliśmy skorzystać. Martin, u którego już byliśmy przy naszej pierwszej wizycie w Montevideo, niestety nie może nas gościć. Znaleźliśmy następną osobę, która chciałaby nas przyjąć na ostatnie chwile przed wypłynięciem statku, ale niestety nie ma ona weryfikacji na CS, więc postanowiliśmy nie ryzykować. Zwłaszcza, ze podała nam adres, a nasi obecni gospodarze  odradzili nam nocleg w tej lokalizacji…

Napisz do nas
Facebook
YouTube