Urugwaj – dwusetny szósty dzień wyprawy

SONY DSC

Rano trochę chłodno. Nie chce się wyjść z ciepłego łóżka. Z niechęcią wstaliśmy wreszcie i poszliśmy do agencji celnej, która zajmuje się naszą odprawą.

Nie mieliśmy daleko, jakiś dwie przecznice od naszego hotelu. W agencji pojawiło się niewielkie światełko w tunelu. Jest szansa, że juro wypłyniemy. Co prawda nasz statek jeszcze cały czas stoi w Zarate, ale jest szansa, że jutro popołudniu dopłynie do Montevideo. Tak twierdzą w agencji. Musimy czekać na wiadomość od nich. Czekamy zatem, spacerując po Montevideo. Przechadzamy się po uliczkach starego miasta, dochodząc do wniosku, że jednak warto wracać w te same miejsca. Ma się zupełnie inne spojrzenie, inaczej postrzega się miasto.

SONY DSC

Na śniadanie zjedliśmy pizzę, jakoś tak wyszło, byliśmy głodni i chcieliśmy coś zjeść, a pizzeria była jedynym pobliskim  miejscem, gdzie można było zapłacić kartą, bo niestety nie mieliśmy przy sobie urugwajskiej waluty. Wczorajszy parking „zjadł” nam wszystkie peso które jeszcze mieliśmy. Jedząc pizzę dyskutujemy, jakie to niezwykłe, a normalne w Ameryce Południowej, że w knajpach, restauracjach pracują osoby delikatnie mówiąc wiekowe. Chodzi nam o to, że w przeciwieństwie do polskich miejsc gastronomicznych, gdzie zwykle pracują młode, lub bardo młode dziewczęta, tutaj jest to najnormalniejsze pod słońcem, że kelnerka ma 60 lat, a przynajmniej na tyle wygląda. I to nie, że jakiś sporadyczny przykładek. Tak po prostu jest. To norma.

 W południe odwiedzamy muzeum Casa Gobierno. W Urugwaju większość muzeów jest bezpłatna, co nas bardzo cieszy. Krótko po południu wpadamy znowu w szał zakupów i dokupujemy parę pamiątek.

Wieczorem jemy skromny posiłek w pokoju i czekamy. Czekamy na nasz statek. To był bardzo udany dzień.

Napisz do nas
Facebook
YouTube