Malezja – ósmy dzień wyprawy

georgetown dzień 2 035

Georgetown na wyspie Penang to niesamowicie urokliwe miasteczko. Oczywiście nie brak wysokich wieżowców, głównie hoteli czy apartamentowców, ale cała zabudowa historycznego centrum, to jednopiętrowe kamienice, z podcieniami. Tworzą fantastyczny klimat kolonialnego miasteczka, gdzie przeplatają się kultury, zarówno chińska, indyjska, kantońska czy brytyjska. Ulice noszą kolonialne nazwy, jak Lebah Campbell czy Lebah Backingham, bądź Lebah Dickens (Lebnah to po malajsku „ulica”) Dzielnica Chińska – Chinatown – rozciąga się w obszarze ulic Lebuh Stewart, Lebuh Campbell i Lebuh King.

georgetown dzień 2 064

Fascynujące miejsce przedstawiające styl życia Chińskich emigrantów, przybyłych tu bez mała 200 lat temu. Bezlik chińskich sklepików, stoisk, butików, przeplatany chińskimi, bogato zdobionymi niewielkimi świątyniami. Trafiliśmy na targ chiński, gdzie wiszą suszone wędliny, kurczaki z głowami, przyprawy, stoiska z rybami, stragany z egzotycznymi dla nas owocami takimi jak owoce drzewa chlebowego, salak madu, liczi, mango w różnych odmianach. Na rybnym targu, obserwowaliśmy chińczyka, który „czyścił” krewetki, czyli patroszył i mył je. Autobusem nr 101 jedziemy do Narodowego Parku Penang. Trwa to około godziny. To miejsce niebywałej przyrody wyspy, gdzie można usłyszeć i zobaczyć rzadkie gatunki ptaków. Przy wejściu do parku wpisujemy się na listę odwiedzających to miejsce. Początkowa alejka po paru minutach zmienia się w szlak turystyczny w tropikalnym lesie. Droga najpierw płaska zaczyna wspinać się pomiędzy lianami i majestatycznymi drzewami. Lekki wietrzyk od morza towarzyszący nam w pierwszym etapie drogi zanika w „dżungli”. Jesteśmy cali mokrzy z powodu upału i wspinaczki wąska ścieżką. Wędrujemy ponad godzinę do meromiktycznego jeziora, takiego gdzie woda słodka miesza się z wodą morską. Jezioro leży na brzegu morza, oddzielone od niego wąską piaszczystą plażą. Dotarliśmy do Pantai Kerachut, na której zwykle o tej porze roku, żółwie składają jaja. Niestety, nie udaje nam się zobaczyć żadnych ich śladów.

georgetown dzień 2 070

Na pocieszenie odwiedza nas małpa. Karmimy ją ciastkami. A raczej jesteśmy zmuszeni by ją karmić, domaga się jedzenia.

georgetown dzień 2 083

W drogę powrotną decydujemy się wrócić łodzią, która podpływa do pobliskiego mola. Garstka turystów na plaży. Odnotowujemy nasze wyjście z parku i wracamy do Georgetown na zasłużony obiad. Jutro odpoczywamy…

Napisz do nas
Facebook
YouTube