Wietnam – trzydziesty czwarty dzień wyprawy

ha noi dzień ostatni (82)

Dziś półmetek naszej podróży. Leci czas szybciej, niż możemy sobie wyobrazić. Jesteśmy w Hanoi. Spokojny dzień. Chłoniemy atmosferę miasta. Szybko i w dużych ilościach przejeżdżające skutery i motory. Siedzących na ulicy ludzi, gotujących zupy, smażących placki. Sprzedających owoce, kwiaty, warzywa. Mijają nas rikszarze z turystami, których przewożą.
Hanoi ma ponad tysiącletnią tradycję. Miasto nosiło kilka nazw. Bardzo długo funkcjonowało jako Thang Long, co oznacza „wzlatujący smok”. Nazwa ta była związana z legendą, według której, z odmętów jeziora Hoan Kiem wyłonił się smok, którego zauważył ówczesny władca – Ly Thai To, uznał to za dobry omen i w tym miejscu wybudował miasto. Był to czas, kiedy Wietnam wciąż kruchą swoją niepodległość od Chin, rozwijał i umacniał. Nie trwało to długo, bo chińska dominacja wciąż była bardzo silna.

ha noi dzień ostatni (119)
Kiedy w XIX wieku przybyli tu kolonizatorzy francuscy, miasto rozwijało się nadal, obszar starego miasta ciągle był silnie związany z handlem, a Francuzi rozbudowywali miasto na jego obrzeżach. Wówczas to powstał kościół wzorowany na paryskiej katedrze Notre Dame, do dziś funkcjonujący pod nazwą świętego Józefa (Saint Joseph Church). Jest on trochę zaniedbany, oprócz bryły kościoła niewiele w nim świetności. Wnętrze jest surowe, główny ołtarz i dwa poboczne, nie przypominają wnętrza francuskiego oryginału. Najbardziej rozbrajające są elementy „tutejsze”, to znaczy drzewka pomarańczowe, które są ustawione przy ołtarzach, podobnie jak w polskich kościołach choinki świerkowe.

ha noi dzień ostatni (87)
W przeszłości każda ulica zwyczajowo była przypisana do konkretnego rzemiosła. Stąd w późniejszym czasie nadano im nazwy sprzedawanych tam produktów lub profesji wykonywanych przez ich mieszkańców. Idąc ulicami mijamy ciąg sklepików jubilerskich, kilka ulic dalej tekstylnych, następnie szereg z butami.

ha noi dzień ostatni (39)
Zastanawialiśmy się nad wysłaniem paczki. W tym celu udaliśmy się na pocztę główną. W środku jedna kobieta wpatrzona w komputer, z ręką na myszce. Na pytanie o cenę wysłania paczki rzuciła nam na ladę (dosłownie rzuciła) zeszyt formatu A4, z zafoliowanymi kartkami, z różnymi angielsko – wietnamskimi napisami. Chodziło chyba o to, żebyśmy sobie sami znaleźli cenę. A ona – ponownie wzrok utkwiony w monitorze. Delikatnie zajrzeliśmy na ekran. No jakże by inaczej – gra w pasjansa. Zrobiło mi się dziwnie. Komuno wróć!! Każdego, kto tęskni za tamtymi czasami, zapraszamy do Wietnamu (ponownie).

ha noi dzień ostatni (84)
W centralnym punkcie Starego Miasta „napadają” nas kobiety z koszami, sprzedają ananasy i banany. Wszystko za jedyne parę dolarów. Podobnie nagabują nas sprzedawcy książek, zapalniczek, czapek, koszulek i tym podobni.

ha noi dzień ostatni (81)
Naszym kolejnym celem jest wybudowane przez francuskich kolonizatorów więzienie. Przetrzymywano w nim Wietnamskich patriotów i bojowników o wolność i niepodległość. W okresie wojny wietnamsko- amerykańskiej więziono tu pilotów zestrzelonych podczas tego konfliktu. Sugestywnie przedstawione naturalnej wielkości postaci zamknięte w celach i zdjęcia ludzi zakutych w dyby zrobiły na nas spore wrażenie. Umieszczona w jednej z sal oryginalna gilotyna używana przez Francuzów, daje dużo do myślenia. Teren na którym znajdowało się więzienie był kiedyś wioską, dziś wokół są budynki. Ocalała jedynie niewielka część pierwotnego kompleksu. Spacer po mieście zaprowadził nas do Opery, którą zbudowali Francuzi w dzielnicy nazwanej French Quarter. Obszar ten charakteryzuje wyraźnie różna architektura, szerokie ulice i fasady domów. Po ciasnym i trudnym do przemieszczania się Starym Mieście, była to miła odmiana. Przestrzeń, budynki w stylu francuskim, rozłożyste, duże, obszerne ulice z zielonymi skwerami. W ciągu dnia poranna mżawka ustała, było troszkę cieplej niż wczoraj. Znaleźliśmy w miarę spokojne miejsce na kawę i rozpoczął się ciąg dalszy próbowania wietnamskich potraw. Po tradycyjnej tutejszej zupie Pho, przyszła kolej na spring Rolls (Nem), w Polsce znane jako sajgonki.

ha noi dzień ostatni (67)

Najgorsze, że jakiś insekt pogryzł mą skórę… Jakże to miło mieć B Rh+.

Napisz do nas
Facebook
YouTube