362 dzień wyprawy
Pobudka jest już o trzeciej. Albo o czwartej. No nie wiadomo, bo człowiek próbuje zasnąć, jest wcześnie, a tu za oknem koguty pieją. To mistrzostwo świata. I tak piały do siódmej. Oczywiście do tego jeszcze każdy odgłos mnie budził, bo to nowe miejsce i nie przyzwyczajona byłam do hałasów różnych, a tu jednak koty przez okno wchodzą i z łoskotem spadają na ziemię.

W każdym razie pojechaliśmy po śniadaniu jeszcze z Iwonką na budowę, bo trzeba było tam coś ogarnąć, zobaczyć, zarekomendować. Przyjechał gościu od szafek łazienkowych, wyceniać, wymierzyć.
Potem już obiad w rodzinnym gronie i mimozy. Och tak, życie ma sens.
24.02.2024
————————————–



