929. Ogromna burza

929 dzień wyprawy

To była sądna noc. Zaczęło sie prawie niewinnie. Niebo wczoraj wieczorem zaszły chmurami. potem zaczęły się błyski, ale takie, że obejmowały pół nieba. komórki burzowe rozbudowały sie potężnie, po czym po godzinie takiego rozbłyskiwania na niebie zerwał się ogromny wiatr, a zaraz po nim deszcz.

Deszcz był tak wielki, potęgowany wiatrem, że woda wdzierała się przez okienne odpowietrzniki. musieliśmy natychmiast zbierać wodę i tamować ją ręcznikami małymi. Ale jakos daliśmy radę. Krzysiek szybko ściągnął slajder ten większy, bo myśleliśmy że wiatr wyrwie tą płachtę z góry, zabezpieczającą przed deszczem, tak łopotała strasznie.

Po godzinie wszystko sie uspokoiło i poszliśmy przed północą spać.

POtem jeszcze w nocy parę razy lało, ale już bez wiatru, także spokojnie. Luis dzielnie dał radę nas przed deszczem obronić.

Rano lepszy numer. Stoimy tu bowiem na trawie i jak jest mokro, to ziemia robi sie bardzo śliska. Podobnie jak w Bieszczadach. Nie raz musielismy kogoś wyciągać liną z mokrej trawy.

Po południu podjęliśmy decyzję, że się trochę przemieścimy. Ostatecznie wyszło słońce i trochę przesuszyło powierzchnię ziemi.

Przejechalimy może 300 metrów i stoimy teraz lekko na górce, tak by w razie czego swobodniej zjechać stąd…

Trochę piszę w ciągu dnia, ale znowu skupiłam sie na bio mojej głównej bohaterki. Gadałam z Emilką . Okazało się, ze ona lepiej zna moich bohaterów niż ja, faktycznie, żyją w konkubinacie…

13.09.2025

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.