Argentyna – dzień 79

Dzień siedemdziesiąty dziewiąty 11.12.2018

Wodospady Iguazu. Jedno z najpiękniejszych miejsc jakie widzieliśmy . Noc za to nie była najciekawsza, bo  położyliśmy się w okolicach północy, wentylatory chodziły jak szalone, ale tylko hałas robiły i ruszały nieco powietrzem, spać się nie dało, ale jakoś na trzy godziny pokomarowaliśmy. Potem, o trzeciej Krzysiek się obudził, wstał, poszedł pod prysznic (bo na szczęście stacja wyposażona całkiem przyzwoicie). Potem znowu dwie godziny lekkiego przyśnięcia i już o 7.00 słońce na całego. Gorąco. O ósmej, po soku pomarańczowym na śniadanie, wyruszyliśmy do Parku Narodowego Iguazu, zobaczyć wodospady.

tronnn

Koszt wejścia do parku to 700 peso od osoby (od osoby spoza regionu Mercosur, czyli jak nie jesteś Argentyńczykiem, Brazylijczykiem, Urugwajczykiem czy Paragwajczykiem, względnie Wenezuelczykiem to nie masz co liczyć na zniżki i musisz płacić, jak człowiek z pierwszego świata). Paradoksalnie tym sposobem podkreślają jeszcze bardziej, że są gorsi.
wod wodd

Wchodzimy na teren Parku, pociągiem z drewnianymi ławkami i odkrytymi oknami podjeżdżamy do największej atrakcji  – Garganta del Diablo.

Wiem, że się będę powtarzać, ale jedno z permanentnych odczuć jakie towarzyszy i ciśnie się na usta to: GORĄCO. Temperatura w cieniu dochodzi do 40, gotujemy się, nie ma czasu i możliwości na myślenie. Tylko robimy zdjęcia i kręcimy krótkie filmy, żeby potem coś zmontować… Jak się zatrzymamy w cieniu (którego przy Garganta del Diablo nie ma, bo system pomostów jest tak skonstruowany, ze musisz przejść najpierw przez rzekę, by dotrzeć do miejsca, gdzie jest ogromny uskok, gdzie te hektolitry wody z łoskotem spadają w dół, tworząc widoczne krople dookoła, których są miliardy (jak nie więcej…) (na oko kilka miliardów… :))

wodos

stronnn

Chodzimy po parku 6 godzin, no dobra 5. Gorąco jak w piekle, dobrze, że jest dużo cienia i można się trochę schować, ale i tak gorączka straszliwa. Na domiar złego po tych 7 kilometrach łażenia, moja noga zrobiła się lekko obolała i powiedziałam pas. Pora wracać. Na szczęście zaliczyliśmy większość tras turystycznych i zobaczyliśmy większość przepięknych wodospadów.

strnn

Wracamy na parking (140 peso) i jedziemy. Decydujemy sie wrócić do San Pedro. Nie ma to jak spać w swoim łóżku… A nie w nagrzanym do nieprzytomności aucie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.