Chile – sto czternasty dzień wyprawy

SONY DSC

Rano oglądamy telewizję. W Iquiqe trzęsienie ziemi, którego echa odczuliśmy wczoraj wieczorem. Kurcze, gdybyśmy nie zmienili planów i jechali do Peru wzdłuż chilijskiego wybrzeża, kto wie, co by się działo. Na całym wybrzeżu chilijskim ogłoszono alert tsunami. To naprawdę nie są żarty. Na szczęście my o 9.00 odbieramy nasz naładowany akumulator, kupujemy drugi na zapas, bo nie mamy innego wyjścia, przygotowujemy rękawice podgrzewane (żeby trochę odciążyć regulator i tym samym zmniejszyć choć trochę napięcie w układzie ładowania) i wyjeżdżamy. Szkoda czasu. Argentyna czeka. Jedziemy na granicę Paso Jama. Z San Pedro de Atacama jest ponad 150 km do granicy. Jadę trochę z duszą na ramieniu, ale wiem, że dam radę. Przecież nie będzie dużych przepaści….

SONY DSC

Droga okazuje się piękna. Po prostu piękna. Najpierw jest bajecznie żółto-zielono. To takie trawy nietypowe, bo trochę podobne do tych które były w Patagonii, suchych, długich źdźbeł, ale tu są bardziej rozświetlone słońcem (bo wyżej).  W oddali zostawiamy za sobą, wyraźnie widoczny w lusterkach, różowawy salar Atacama i całość doliny.  Dookoła mnóstwo wierzchołków gór, z czego wiele wygląda na wulkany. Przejeżdżamy przez solniska, pięknie położone, mijamy bardzo duże stado długowłosych lam, o gęstej, skłębionej sierści. Naprawdę piękna droga. Cały czas wspina się w górę, ale bardzo spokojnie, bez dramatycznych zakrętów, przy których mi serce zamiera. Jest pięknie. Niezwykle. Oczywiście zimno. Zimno co raz bardziej, bo jesteśmy coraz wyżej. Paso Jama leży na wysokości 4.230 m n.p.m. Wysoko.  Zatyka uszy przez cały czas. Ale najwyższy punkt na jaki dziś się wjechaliśmy, to 4790 m n.p.m. Tak pokazuje nam GPS. Samo przejście znajduje się już na niższym odcinku drogi.

Na domiar złego motor z zepsutym regulatorem napięcia zaczyna szwankować, krztusi się, nie chce jechać, gaśnie. Znowu nerwy. Zamieniamy się na motory, może specjalista da radę dojechać do granicy…

Dojeżdżamy. Jakoś…

Odprawa celna tym razem przebiega szybko i sprawnie. Mamy bardzo dużo szczęścia. Gdy przyjeżdżamy na granicę, jest tylko jedna osoba przed nami. Gdy stoimy w drugim z czterech okienek, przez które musimy przejść, przyjeżdża autobus z mrowiem turystów. Kolejka jak stąd do Polski…

Napisz do nas
Facebook
YouTube