Ekwador – Dzień 443

Dzień czterysta czterdziesty trzeci  – 10.12.2019

Noc była zaskakująco ciepła. Być może sprawiły to wysokie ściany kanionu w którym jesteśmy. A po drugie wysokość się trochę obniżyła, bo spaliśmy na około 2200 m. Czym by to nie było spowodowane, to dobrze dla nas. Bo można z rana wyjść siku bez ryzyka poważnego zamarznięcia… Około 9,30 pojawił się pociąg z turystami. Ale nie tak normalnie. Raczej „sfrunął” z góry, a tak naprawdę, to na oko jakieś 200 m wyżej biegnie jedna z nitek linii kolejowej. Lokomotywa z 5 wagonami okrążyła górę, aby po kilku minutach pojawić się kilkadziesiąt metrów niżej na torach biegnących już prawie do stacyjki końcowej. Jednak przed wypuszczeniem turystów cały skład przejechał blisko nas z drugiej strony strumienia i tam na specjalnym odcinku torów zawrócił, ustawiając się przodem do powrotu. Teraz wszyscy turyści mogli wysiąść i robić fotki oraz kupować pamiątki. A jeszcze wczoraj wieczorem i dziś rano miejsce wydawało się całkowicie opuszczone…

aaaaa029 aaaaa020 aaaaa018 aaaaa013 aaaaa031

My udajemy się w drogę powrotną na górę kanionu. Jest tam kolejny punkt widokowy, tym razem jakieś 500 m wyżej i widać stacyjkę i tory z bardzo wysoka. Dojeżdżamy kilka minut przed tym jak pociąg rusza z dołu i możemy obserwować jak wspina się po licznych łukach i po kilku minutach znika za kolejnym zakrętem.

Bez tytułu

Jakąś godzinkę potem wjeżdżamy do małego miasteczka Aluasi. To właśnie z tego miejsca każdego ranka wyrusza pociąg z turystami. Chodzimy trochę po mieście. Jemy obiad i robimy sobie kopie prawa jazdy i dowodu rejestracyjnego, które laminujemy. Od tej pory będziemy pokazywać w razie kontroli tylko je. Podobno w Ekwadorze i Kolumbii lepiej nie dawać nikomu oryginałów…

Na noc zostajemy na kempingu blisko miasta. Mamy prąd, wodę, dostęp do kuchni…

————————–

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.