Kolumbia – Dzień 522

Dzień pięćset dwudziesty drugi – 27. 02.2020

Dzień zaczął się od nieśmiałych hałasów budowlańców dróg. Nie jemy śniadania przy kapliczce z Maryjką, tu gdzie się wczoraj ustawiliśmy, tylko ruszamy dalej, bo jednak gęstość robót nie sprzyja spokojnemu przyrządzeniu i zjedzeniu śniadania. Okrążamy dookoła jeziorko, ale mnogość przeróżnej maści tuneli nas ponownie zaskakuje. Wczoraj było dużo, a dziś to już przesada ze strony Kolumbijczyków. Roboty drogowe na całej linii, nawet w tych tunelach, które trochę wyglądają mało profesjonalnie (ale to tylko moja skromna opinia laika, który ma za sobą wiele tuneli, ale w żadnym aż tak nie leciała woda, ściany pokryte foliami, od czasu do czasu mało oznaczona dziura, widać, że jeszcze roboty tu trwają).

aaaaa041

Niestety te tunele przyprawiają mnie o klaustrofobię, także nie ma lekko. Jedziemy i jedziemy. Pogoda za to piękna. W pewnym momencie robimy przerwę na śniadanie, dziś jakoś tak ciekawie, bo hamburgery z serem i pomidor. Potem kawka, arbuz i wszystko gra.

aaaaa045

Odpoczywamy ponad dwie godziny po wczorajszej dosyć wymagającej drodze. A poza tym nie ma się gdzie śpieszyć. Mamy takie wrażenie, że kilka dni żyliśmy jakoś w stresie, a to mechanik, a to wymiana opon… Wydatki, które nas czasem wkurzają. Ale są konieczne. Teraz wreszcie nadszedł czas na odpoczynek…

aaaaa038

Ciepło, temperatura ponad 30 stopni. W którymś momencie znajdujemy wodospad, nie omijamy zatem okazji i wykorzystujemy go do kąpieli, a przynajmniej umycia newralgicznych miejsc naszych ciał.

aaaaa051

Potem już pogoda diametralnie się zmienia, nadchodzą chmury, ale jeszcze zanim nadejdą na dobre zdążymy zjeść domowy (hahaha) obiad.

aaaaa052

Przez ponad dwie godziny rzęsiście leje, ale my jedziemy w kierunku Ubate gdzie naturalnie nie dojeżdżamy, tylko zatrzymujemy się na dziki nocleg z widokiem na lagune de Palacio. Dosyć wcześnie bo o 17.00 ale taki dziś dzień był nam bardzo potrzebny…

aaaaa044

——————————–

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.