Argentyna – Dzień 102

stro

Dzień sto drugi 03.01.2019

Budzimy się rano, już nie pada, ale wszystko na zewnątrz mokre. Na szczęście w środku nie tak bardzo. Na stacji benzynowej kupujemy kawę i medialunas i spotykamy „brata”. W zasadzie pierwszy Defender na trasie, jak się okazuje argentyńska para artystów rzemieślników (biżuteria i rzeźba) podróżuje po kraju.

sss

Dolewamy olej do reduktora (lubię tą liczbę mnogą), sprawdzamy stan oleju.

strrr

Tuż przed dwunastą dojeżdżamy do Buenos Aires. Co za wspaniałe miasto. Pogoda po prostu wymarzona. 25 – 27 stopni. Słońce i dużo cienia, także możesz się schować.

Chwilę kręcimy się Defenderem po mieście, szukay parkingu i hotelu (niedrogiego oczywiście). Przez booking.com mamy parę możliwości. Już wiemy, że w mieście jest pełno (pełniusieńko) parkingów, także nie będzie problemu z w miarę bezpiecznym pozostawieniem auta. Odwiedzamy parę hoteli i hosteli, w tym nory jak cholera, i ekskluzywne miejsca. Wybieramy dwugwiazdkowy hotl za całe 30 USD, z balkonikiem, widokiem na ulicę Libertad, jedną przecznicę od najgłówniejszej ulicy miasta – Avenida de 9 de Julio, na której jest też jeden z najbardziej znanych symboli miasta – Obelisk. Oczywiście Buenos to ogromne miasto i ma wiele symboli, można się wiec spierać, co jest najbardziej charakterystyczne dla tego wspaniałego, pięknego miasta.

dav

Ja jestem Buenos Aires zachwycona. Jestem tu już trzeci raz i za każdym razem mnie Zdumiewa, fascynuje, wzrusza. Powoduje, ze się uśmiecham cały czas, oddycham pełną piersią i marzę, by tu wrócić za każdym razem. Słusznie chyba nazywają go Paryżem Ameryki Południowej (a raczej,  niektórzy, prawie sto lat temu, mieli takie aspiracje, by go takim miejscem uczynić).

Jemy obiad (no… można to tak ująć) u Chińczyka i udajemy się na spacer po mieście. Jak ja kocham to miasto….

Napisz do nas
Facebook
YouTube