Argentyna – Dzień 201

Dzień dwieście pierwszy 12.04.2019

Dziś ciekawie. Daliśmy się zagonić do roboty. W końcu nie możemy za darmo spać i korzystać z wody, prądu i gazu, a także z podstawowych produktów żywieniowych… W lodówce co prawda nic nie ma, ale jest marchwe, ziemniaki, cebula. Nawet czosnek. Mąka, kasza (polenta) i przeciery pomidorowe, a także mnóstwo makaronów i dżemów z membrilli (po polsku to chyba pigwa…)

Idziemy dziś zbierać orzechy. Bardzo się pilnujemy, żeby nie przesadzić, bo nie ma co forsować kręgosłupa, potem nie wstaniemy z  łózka rano…cztery godziny dzielnie zbieramy orzechy.. pod drzewami roznosi się wspaniały zapach, czy jest to zapach drzew, czy raczej rozerwanej zielonej skórki, która otacza orzech – nie wiadomo. Wiadomo za to, ze jest piękna pogoda, że możemy rozkoszować się czymś pożytecznym, że możemy do woli zajadać się włoskimi orzechami.

tupungato 3

Po południu jedziemy na objazd miasteczka. Niewielkie Pueblo w którym niewiele się dzieje, niewiele można kupić, chociaż jest wiele sklepów. Krzysiek próbuje kupić kostkę do połączenia kabli w instalacji (zgubiła się masa i lodówka nie pracuje jak należy…), ale nic z tego.

dav

Oprócz orzechów na fince Gottardini jest wiele krzewów malbec, winogron z któych robi się wspaniałe wino.. Są też jabłonie i wiele krzaków cukinii.. A pozatym to orzechy, orzechy i orzechy…

Są też dwa małe przesłodkie koty, które umilają nam czas.. Jak tylko mogą… Mam marzenie, żeby jednego zabrać ze sobą w drogę, ale to nierealne.. wiem..

IMG-20190411-WA0001

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.