Argentyna – sto dwudziesty drugi dzień wyprawy

Od rana zaczynamy akcję poszukiwawczą. Naszym celem jest znalezienie i kupienie kilku części do motorów. Jak się okaże w trakcie dnia w Argentynie nie jest to takie łatwe. Zwłaszcza do naszych maszyn. BMW nie są tu zbyt popularne. Drugą sprawą są ceny na części zamienne importowane z zagranicy. Wszystko jest dużo droższe niż w Polsce, czy Europie. Na szczęście znajdujemy ulicę kilkanaście minut spacerem od hotelu, na której są same sklepy z częściami do motocykli. To takie udogodnienie (?) dla kupujących. Odwiedzamy większość z nich i robimy wywiad co możemy załatwić. Po wielokrotnym tłumaczeniu o co nam chodzi w poszczególnych sklepach, zamawiamy filtry olejowe, akumulator i oponę. Po południu odbierzemy je. Teraz nadszedł czas na zwiedzanie.

Dziś na mieście jest dużo mniejszy ruch. A to za sprawą sporych protestów i manifestacji, które odbywają się aktualnie. Jeszcze w hotelu, przy śniadaniu widzieliśmy w TV relacje z ich przebiegu. Potem w drodze do sklepów koło naszego noclegu most blokowały spore grupy protestantów. Manifestacje te są spowodowane niezadowoleniem ludności z aktualnego rządu. Całość odbywała się raczej spokojnie. Z jednej strony policja pilnująca porządku. Z drugiej głośne bębny i skandowanie protestujących. My przeszliśmy spokojnie środkiem mostu nie zaczepiani przez nikogo.

Cordoba. Miasto z kilkuset letnią tradycją. Wchodzimy do kilku kościołów i ogromnej bazyliki. Przechadzamy się Plaza San Martin, deptakami pełnymi sklepów i restauracyjek. Łapie nas niewielki jesienny deszcz. Wymieniamy trochę zielonej waluty na ulicy na peso. Tak zwany „Dolar Blue” jest trochę bardziej opłacalny, niż oficjalny kurs. A przy tym traktowany jak coś normalnego przez wszystkich. W Cordobie, jak we wszystkich większych miastach na ulicy, z reguły obok głównego placu stoją koniki, zwani tutaj „arbolitos”. Przypominają się dawne czasy, kiedy to u nas wymiana waluty odbywała się podobnie. Po ustaleniu ceny dolarów z konikiem, idziemy do pobliskiej kawiarni gdzie dyskretnie wymieniamy pieniądze.  Niestety od ostatniej naszej wymiany, kurs troszkę spadł.

SONY DSC

Po południu odbieramy niektóre z naszych zamówionych części. Opony dziś nam się nie udało kupić. Przez protesty co niektóre sklepy zostały zamknięte wcześniej. Wracamy i montuje nowy akumulator. Przed tym jednak trzeba go zalać elektrolitem. W Argentynie sprzedaje się je tzw. sucho ładowane. Muszę zalać go, a następnie odczekać, jak mówił sprzedawca minimum 4 godziny. Po tym czasie jest gotowy do użycia. Rano sprawdzimy efekt końcowy…