Boliwia – Dzień 242

Dzień dwieście czterdziesty drugi 23.05.2019

Poranek zastaje nas w mglistej i lekko deszczowej aurze, liczyliśmy że wczorajsza pogoda się trochę odmieni, jednak nie. Ruszamy do La Higuera, do której zostało nam 30 km. Droga jest najprawdopodobniej otoczona przepaściami, jednak niewiele widać, bo jedziemy prawie w chmurach, z których popaduje niewielki, ale bardzo regularny kapuśniaczek. Dojeżdżamy do miejsca pojmania i egzekucji słynnego rewolucjonisty, owianego wielką legendą w wielu krajach. Postać, aczkolwiek kontrowersyjna, u większości wzbudza pozytywne reakcje.  Zwiedzamy szkołę, w której go zabito, pełną pamiątek. Sala byłej szkoły napakowana różnymi gadżetami i listami od osób zwiedzających. Oddaje to ducha wciąż żywej legendy.

image023

Che Gevara dorobił się w La Higuera popiersia z charakterystyczną czapką z czerwoną gwiazdą. Kilku metrowy posąg całej postaci wodza rewolucji stanął tuż obok.

image022

To miejsce zamyka nam w pewnym sensie temat związany z Che Gevarą. W Argentynie, w Misiones byliśmy w domu, w którym przeżył pierwsze  4 lata swojego życia, teraz byliśmy w miejscu , gdzie go zabito.

image019

Z La Higuera jedziemy w dalszą drogę, pogoda pomimo, ze początkowo poprawiła się i napełniła optymizmem, zmieniła się radykalnie za kolejną przełęczą, gdzie kapuśniak przechodzi w deszcz, podłoże na krętej, górskiej drodze zrobiło się dosyć śliskie i zwolniliśmy maksymalnie, żeby zachować bezpieczeństwo.

image017 image018 image020

Zatrzymujemy się na chwilę, na pilne potrzeby fizjologiczne, a tu niespodzianka. Złowieszczy zapach unosi się w powietrzu… rozglądam się z zaciekawieniem, zastanawiając się skąd w tej mzawce zapach ropy. Zaglądamm szybko pod samochód nic nie kapie. Okazuje się  jednak, że plastikowy 10 litrowy kanister, który mieliśmy na dachu przetar;ł się od permanentnych wibracji. Akurat w tym momencie lub chwilę wcześniej większość ropy wyciekła z niego, zalewając nam bagażnik, dach, ściekając po bokach samochodu. Odratowujemy kilka litrów z przetartego kanistra wilewając je do baku. Z wylaną zawartością nie da się nic teraz zrobić musi poczekać… Pomimo że samochód jest cały tłusty i cuchnie straszliwie…

Z utęsknieniem powitaliśmy asfalt tuż przed Valle Grande. Zjeżdżamy do miasteczka, jemy tam empanadas i Humitas. Kupujemy chleb i jedziemy dalej.

Dojeżdżamy do skrzyżowania , na którym musimy podjąć decyzje. Jedziemy do Santa Cruz, czy jednak w kierunku Cochabamba. Wybieramy to ostatnie. Nawet nie rzucamy monetą.

Znajdujemy miejsce tuż przy drodze na nocleg, nieco schowane za niewielką górką. Śpimy dziś jak dzieci.. błogo

Możesz też zobaczyć na filmie, jak wyglądała nasza droga do La Higuera…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.