154 dzień wyprawy
Poranek jasny, ale jest chłodno. NIśpiesznie odsłaniamy zasłony i obserwujemy karibu, które przechodzą zabłąkane przez drogę w poszukiwaniu pożywienia. Pocieszne czworonogi kłusują swoim śmiesznym chodem i powodują uśmiech na naszych twarzach.
Pijemy kawę, ale odjeżdżamy na śniadanie jakieś parę kilometrów dalej, bo stojący obok nas camperek właczył hałaśliwy agregat.