Robiłam wczoraj najdroższy rosół w swoim życiu. Za każdym razem kiedy idę do sklepu tak samo zwala mnie z nóg. Nie wiadomo czemu człowiek ciągle przelicza to na dolary i porównuje, albo do polskich cen, albo chociaż do argentyńskich. Jednak jeść trzeba, a rosół chodzi od jakiegoś czasu za nami, więc nie ma rady na ceny.
Archiwum kategorii: Urugwaj
Urugwaj – sto dziewięćdziesiąty ósmy dzień wyprawy
Dzisiaj, po dwóch dniach przygotowań, pojechaliśmy na ryby. To znaczy pojechałem ja z Horacio. Mówił, że już od dłuższego czasu miał się wybrać, ale nie było okazji. Ale teraz jest. Najpierw pojechaliśmy na miasto w poszukiwaniu robaków. Niestety nie znaleźliśmy, więc Horacio kupił małą wędkę, żeby nałapać „żywców”.
Urugwaj – sto dziewięćdziesiąty siódmy dzień wyprawy
Dziś fantastyczny dzień. Głównie za sprawą meczu Urugwaj – Włochy. Emocje były ogromne.Zmagania Urugwajczyków oglądaliśmy w porze obiadu, na który Horacio przygotował same pyszności – chinchulin czyli krowie jelita, nereczkę i kiełbaski zwane chorizo. Dwóch pierwszych nawet nie próbowałam, ale mój mąż nereczkę zjadł i owszem, może się nie oblizywał, ale zjadł.
Urugwaj – sto dziewięćdziesiąty szósty dzień wyprawy
Ogólnie wypoczywamy. Motocykle stoją bezpiecznie w garażu obok motocykli Horacio. Śledzimy też w internecie pozycję naszego statku. Jest już u wybrzeży Brazylii i płynie na południe do Montevideo. Ale jeszcze wcześniej musi zawinąć do Zarate. Znamy już tą procedurę i mocno się nie denerwujemy przed powrotem do Europy.
Urugwaj – sto dziewięćdziesiąty piąty dzień wyprawy
Dziś dzień pełen wrażeń. Rano idziemy do sklepu, zrobić zakupy. Wczoraj zadeklarowaliśmy się, że zrobimy gulasz. Pikantny. W Urugwaju nikt nie je pikantnych potraw, ale Elena i Horacio mówią, że lubią. Niestety. Znaleźć pikantne przyprawy w sklepie, graniczy z cudem, lub z grubym portfelem.
Urugwaj – sto dziewięćdziesiąty czwarty dzień wyprawy
Jesteśmy w Urugwaju. Pogoda dziś wymarzona. Zimno, ale słonecznie. Rankiem zapakowaliśmy nasze motorki w cały ekwipunek i ruszyliśmy w stronę granicy. Jeszcze w Argentynie pozbyliśmy się wszystkich peso, kupując maleńkie pamiątki, zostawiliśmy sobie jedynie trochę peso, na międzynarodowy most nad rzeką Uruguay (Puente International Gualeyguachu – Fray Bentos).
Urugwaj – dwusetny dzień wyprawy
Dziś wielki dzień. Dwieście dni w podróży. Jak my to wytrzymujemy? Normalnie. Nawet można powiedzieć, że bardzo dobrze. Tak się złożyło, że dziś sobota i wieczorem Horacio i Elena zaprosili gości. Okazja jest podwójna. Po pierwsze przyjechali Polacy (czyli my) i trzeba ich zobaczyć, poznać, bo drugie jest mecz Urugwaj – Kolumbia (jedna ósma finału Mistrzostw Świata).
Urugwaj – porady
Urugwaj to kraj w Ameryce Południowej, który graniczy z Brazylią od północy, rzeką Rio del Plata od południa, od zachodu z Argentyną i jego wschodnią linię wyznacza również Ocean Atlantycki. Państwo jest niewielkie, ma 176 tys. km kwadratowych powierzchni i 3,5 miliona mieszkańców.
Urugwaj – czterdziesty czwarty dzień wyprawy
No to jesteśmy w Argentynie. A było ciężko dojechać. Oj ciężko. Po pierwsze wczoraj tak lało, że myśleliśmy że taka trzydniówka się zaczęła. Przechodził ostry front po upalny i lało tak, że poprawiać nie trzeba było. Wykorzystaliśmy przerwę w padaniu i wyruszyliśmy, czule żegnając się z Eleną i Horacio, którzy jeszcze nam towarzyszyli do głównej drogi prowadzącej do granicy.
Urugwaj – czterdziesty trzeci dzień wyprawy
Od rana fantastyczny dzień. Godzinę trwało, zanim się zebraliśmy z campingu. Podjechaliśmy do Eleny i Horacio do domu. I zaczęło się – najpierw kawa, potem asadao, potem alfajores – typowy dla Urugwaju deser – biszkopty połączone z dulce de leche (karmel).