Dziś z samego rana czas na zamontowanie nowego akumulatora. Mój motocykl stał bez ruchu prawie dwa tygodnie. Wyprowadzam więc go i szykuję do operacji… Nie jest to zbyt skomplikowane, zresztą podczas poprzednich tygodni w podróży wielokrotnie byłem zmuszony go wyjmować. Naczekaliśmy się na niego w Willa Gesell po zamówieniu w sklepie.
Archiwum kategorii: Podróże
Argentyna – Villa Gesell – sto czterdziesty trzeci, czwarty i piąty dzień wyprawy
Jak ten czas leci. Już pierwszy maja. Dziś znowu pieczemy chleb.Młody zakwas, więc chleb nie wyrósł tak jak trzeba, co nie zmienia faktu, że jego smak jest wyśmienity. Piękny, ciemny, smakowity chlebek z ziarnami słonecznika, siemienia lnianego i co ważne: quinoa.
Argentyna – Villa Gesell – sto czterdziesty, czterdziesty pierwszy i drugi dzień wyprawy
W poniedziałki życie toczy się powoli. . . Ocean szumi z rana, jak zwykle. Robi to przez cały dzień. Nasz sernik jest piękny i pyszny. Prawdziwy argentyński …
Gotowanie rosołu w Argentynie to tu nie lada wyczyn. Mięso to jeszcze się dostanie, ale z warzywami jest już trochę problemu.
Argentyna – Villa Gesell – sto trzydziesty siódmy, ósmy i dziewiąty dzień wyprawy
Rano okazało się, przy próbie odpalenia Krzyśkowego motoru, że zdechł akumulator. Zdechł tak tragicznie, że nawet kontrolki się nie świeciły. Niestety, oznacza to że chyba nie mamy wyjścia i musimy kupić nowy akumulator. To nie są dobre wiadomości.
W sobotni poranek pojechaliśmy na zakupy.
Argentyna – Villa Gesell – sto trzydziesty szósty dzień wyprawy
Po sezonie Villa Gesell jest pusta. Prawie totalnie. W mieście żyje podobno 40 tysięcy ludzi. To dużo. Jest dużo budynków dosyć wysokich, na 10-12 pięter, ale także małych, trzy piętrowych hoteli czy pensjonatów. Villa Gesell jest bardzo, bardzo turystyczna. Ale w sezonie.
Argentyna – Villa Gesell – sto trzydziesty trzeci, czwarty i piąty dzień wyprawy
Pierwszy dzień świąt tu nie istnieje. W ogóle można powiedzieć, że niedziela wielkanocna też nie istnieje dla Argentyńczyków, ale trudno tak mówić, bo nie do końca znamy te zwyczaje. Przychodzi do głowy taka refleksja, że w Poniedziałek Wielkanocny zwłaszcza po południu niewiele ten dzień różni się szczególnie w mieście, czy w zimne dni, od poniedziałku Wielkanocnego.
Argentyna – Villa Gesell – sto trzydziesty drugi dzień wyprawy
Pierwszy dzień w Świąt Wielkanocnych w Argentynie jest w niczym nie podobny do Świąt w Polce. Żadnego ruchu w kościele, w sklepach tylko trochę czekoladowych jajek, a poza tym nic. Podobno zupełnie inne są tutaj także pogrzeby. Ludzie klaszczą i się cieszą.
Argentyna – Villa Gesell – sto trzydziesty pierwszy dzień wyprawy
Co może być piękniejszego od porannej kawy z widokiem na wschód nad oceanem? Chyba tylko twarożek i ciemny chleb na śniadanie. Ale to też będzie, więc dziś pełnia szczęścia. Jesteśmy w Villa Gessel i spędzimy tu dobry miesiąc. Trochę odpoczywając, a trochę reperując budżet.
Argentyna – sto trzydziesty dzień wyprawy
Rano wstajemy wyspani i przygotowani do drogi. Przed nami niecałe 400 kilometrów do Villa Gessel. Już się cieszymy na tą wyprawę. Ruszamy po tradycyjnym argentyńskim śniadaniu – kawa i dwa słodkie rogaliki. Początkowo trochę wieje, później zimno jest już wyraźnie odczuwalne.
Argentyna – sto dwudziesty dziewiąty dzień wyprawy
Rano budzimy się koło ósmej trzydzieści. Od jakiegoś czasu nie używamy zegarka. Przyczyna jest prosta padły w nim baterie, po pięciu miesiącach od wymiany… Ale nie o tym chciałem. Tak więc budzimy się, sprawdzam która jest godzina w laptopie, odejmuję 5 godzin i już wiadomo która jest u nas, tzn.