Kolumbia – Dzień 694

Dziś nerwowo się jakoś dzień zaczął. Niby wszystko ok, ale jakieś takie podminowanie od rana. Problemy z odbiorem jednego tekstu przez klienta, potem odezwała się Matka Zastępcza naszego kota, że nie ma co z nim zrobić, a wyjeżdża na weekend, także teraz gorączkowo szukamy kogoś, kto go przygarnie na dwa tygodnie. Potem jeszcze trzeba zapłacić podatki.. A jednak.. trzeba.. Potem znowu coś nie pasuje przy artykule. Od słowa do słowa zrobiła się wielka awantura, na szczęście nader krótka i o 14 stwierdziliśmy, że na dziś koniec pracy. Wetknęliśmy pendriva do telewizora w sypialni, włączyliśmy klimatyzację i obejrzeliśmy dwa odcinki serialu. Dobrze nam to zrobiło, bo po dwóch godzinach wypiliśmy drugą kawę i wzięliśmy się do pracy.

Wieczorem zaczęło padać i jak zwykle przypałętała się burza, dookoła niebo rozbłyskało błyskawicami.

Dzień sześćset dziewięćdziesiąty czwarty – 17.08. 2020

—————————–