121 dzień wyprawy
Dzień dziś wyjątkowy. Rano opuściliśmy Tuktoyaktuk, a raczej wcześnie w nocy, a może wceśnie rano. Ale od początku… Wczoraj przyjechaliśmy bardzo późno, oczywiście było jasno, słońce w rozkwicie cały czas, to nic, ze 22 czy 23.
Na końcu cypla, tam gdzie kończy się droga, gdzie piękny znak Arctic Ocean, dojechaliśmy, wykończeni i zmęczeni, ale przeszczęśliwi. Zjedliśmy wcześniej batoniki czekoladowe, także nabraliźmy energii do tej wyjątkowej dla nas chwili. Droga z Inuvik do Tuktoyaktuk to 140 km dosyć wymagającego szutru, który już nam tutaj wychodzi bokiem.. Do tego wszystkiego na tym ostatnim odcinku Dempster Highway, od Inuvik do Tuktoyaktuk, nie ma się gdzie zatrzymać.




Więc – dojechaliśmy do końca i w równych rzędach stało tam wiele różnych vanów, kamperów i nawet jeden ogórek, a także motocykliści z namiotami. POdjechaliśmy się podpytać, czy i jak tu uregulować płatność, a tu się okazało, że wraz z parą z Belgii zatrzymała się tu Kinga Tanajewska, motocyklistka, która od 6 lat jeździ na moto. Po świecie. Więc fajnie, mamy wspólnych znajomych (pozdrawiamy Ankę Żak !) więc od razu miło i sympatycznie.
trochę się ogarnęliśmy wypiliśmy trochę wina, coś tam zjedliśmy, o północy poszliśmy zamoczyć nogi w oceanie.



Niestety czy to z powodu wina, czy późńej dziwnej kolacji (sos majonezowy z sałatą od motocklistów), w nocy ścięło mnie bardziej niż można przypuszczać było… zatrucie pokarmowe z katalizatorem w postaci czerwonego wina.
Dużo by opowiadać, w każdym razie spuśćmy na to zasłonę milczenia, bo dużo się działo. Nad bardzo wczesnym raniem Krzysiek podjął decyzję, że jedziemy do Inuvik i zatrzymujemy się tu w hotelu. A hotele w tej częsci Kanady, to nie przelewki… musi kosztować :).
Także cały dzisiejszy dzień, od najwcześniejszych możliwych godzin check in jesteśmy w hotelu i ogarniamy sprawy. W tym także pranie. Będzie dobrze..
28.06.2023



