Dzisiaj wreszcie rano nie było zimno, obudziliśmy się na plebanii, szybko się spakowaliśmy, zjedliśmy śniadanie (jajecznica ze szczypiorkiem) i już byliśmy gotowi jechać. Niestety. Nasz motocykl nie był gotowy do wyjazdu. Jeden odpalił ładnie, od pierwszego strzału. Drugi stwierdził, że nigdzie nie jedzie.
Miesięczne archiwum: luty 2014
Argentyna – pięćdziesiąty dziewiąty dzień wyprawy
Dzisiejszy dzień upłynął pod znakiem patagońskich zwierząt. Po pierwsze wyruszyliśmy z Playa Union wcześnie rano, tak jak sobie obiecaliśmy. Zmieniłam tylko w budziku 6 na 7, żeby jednak trochę litości okazać dla siebie i mego męża i już o 8.30 ruszyliśmy w drogę.
Argentyna – pięćdziesiąty ósmy dzień wyprawy
Ranek obudził nas wielkim wiatrem. Trząsł się cały namiot. Podmuchy nasypały piachu wszędzie, bo musicie wiedzieć, że w Patagonii jest w zasadzie tylko piach i trochę karłowatej roślinności. Są jakieś drzewka, ale też karłowate. Generalnie piach jest tak paskudny, że trudno wbić śledzie od namiotu.
Argentyna- pięćdziesiąty siódmy dzień wyprawy
Dzisiaj dzień odpoczynku. Relaks. Wstajemy rano bez pośpiechu, jemy jajecznicę. Odpoczywamy. Znowu gorąco, prawie 30 stopni pewnie jest, słońce grzeje mocno. Drobne prace przy motocyklu, przykręcanie tablicy rejestracyjnej, bo na wertepach wypadła śrubka. O 14.00 jedziemy „na miasto”. Camping w którym mieszkamy jest na obrzeżach miasta.
Argentyna- pięćdziesiąty szósty dzień wyprawy
Dojechaliśmy do Puerto Madryn. Oczywiście znowu nie było prosto, choć wiatr wyraźnie dziś zelżał. Przejechaliśmy jakieś sto kilometrów, kiedy widoczne robią się dosyć wysokie wzniesienia po prawej. To niezwykłe, bo Patagonia jest płaska jak lustro. Po kolejnych dwudziestu kilometrach już wszystko wiadomo.
Argentyna- pięćdziesiąty piąty dzień wyprawy
Kolejny dzień dziś wstajemy wcześnie rano. No, trochę przesadzam, nie jest tak wcześnie. Obudził nas szczebiot ptaków i szum rzeki. Spaliśmy na campingu w Rio Colorado, tuż przy rzece. Rano jajecznica i pakowanie. Cały czas teraz przez kilka dni mamy w planie spanie po jeden dzień na campingu.
Argentyna – pięćdziesiąty czwarty dzień wyprawy
Wyruszyliśmy rano z Claromeco, z gościnnego domu Laury i jej męża Waltera. Chcieliśmy zgodnie z planem wyjechać o 8.30 i prawie nam się to udało. Chociaż noc była krótka, bo dosyć długo siedzieliśmy przy asado z gośćmi.
Niestety już po 30 km staliśmy w polu naprawiając po raz kolejny nasz motocykl.